AirDuctors.net

 
Smaller Default Larger

Jest taka cecha, której się nie docenia, a która ma w przypadku funkcji burmistrza kapitalne znaczenie. Oto przepisy dają burmistrzowi władzę niemal nieograniczoną i człowiek, któremu tę rolę powierzymy  musi umieć z niej korzystać w sposób optymalny dla całej społeczności. Cały sekret tkwi w tym, jaki to sposób?

 Jako mieszkańcy mamy tendencję do preferowania silnych osobowości, ludzi, którzy starają się zagarnąć jak najwięcej władzy. I to jest pułapka. Burmistrz wyposażony jest w tak duże uprawnienia, że dążenie do poszerzania władzy prowadzi do rozwiązań zgoła niepożądanych, do samowoli i manipulowania otoczeniem.

Idealny kandydat na burmistrza to człowiek, który siłę czerpie z dzielenia się władzą. Dzielenia zarówno z innymi gremiami jak Rada Miejska, zespoły doradcze i konsultacyjne ale przede wszystkim z mieszkańcami. Jako deklaracja brzmi to banalnie. Każdy kandydat obiecuje „oddanie władzy mieszkańcom”, ale nie każdy ma predyspozycje by tak układać relacje z otoczeniem i podwładnymi. Do tego trzeba trochę doświadczenia życiowego, pokory wobec swoich ograniczeń i odwagi by proces dzielenia się władzą uczynić przejrzystym i otwartym. Bo przecież nie mówimy tu o bezwolnej marionetce poruszanej sznurkami z tylnego siedzenia, lecz o realizowanym z dużą determinacją i konsekwencją procesie decyzyjnym rozpisanym na role, w którym uczestniczy wiele podmiotów.

Taki burmistrz buduje swoją pozycję nie kosztem wszystkich innych lecz dzięki innym. Jeśli robi to umiejętnie, nic na tym nie traci, a w gminie rośnie społeczność obywatelska, pojawia się poczucie sprawstwa i odpowiedzialność za swoją małą ojczyznę. Decyzje zaś są lepiej przemyślane i sprawdzone.

Jeśli już więcej nie chcemy się wstydzić, za to jak zarządzane są Łomianki, to pora pomyśleć o kandydacie, który będzie budował społeczeństwo obywatelskie Łomianek a nie imperium swoich wpływów i interesów.

Są średnie, niewielkie albo całkiem małe. Mieszkamy w nich i jest nas wiele, ba, stanowimy większość mieszkańców tego kraju. A jednocześnie specyficzne problemy naszych społeczności rzadko trafiają na agendę miejskich dyskusji.
Co do tego, że te problemy mają swoją specyfikę nie mam wątpliwości.

Płock nie jest Warszawą w miniaturze a Kalety nie są mniejszymi Katowicami.

Każdy z nas, który próbuje w te miasta tchnąć nowego ducha, ruszyć do aktywności uśpione masy mieszkańców, staje przed problemami, które mają swoje źródło w małomiasteczkowym klimacie, specyficznych relacjach między ludźmi, w poglądach, przesądach i stereotypach, które przecież nie zawsze są takie, jak w wielkomiejskich zbiorowiskach.
Nie wiem, czy mamy łatwiej, czy trudniej, wiem, że mamy inaczej. Wiem też, że wyzwania, które stoją przed nami są ważne. Powiem więcej, są ważniejsze niż to, co może się wydarzyć w kilku wielkich miastach, bo to małomiasteczkowy obywatel, konsument, wyborca, decyduje o tym jaka jest Polska.
Warto jest wymienić się doświadczeniami, porozmawiać o rafach i minach, na które wpadliśmy oraz o rozwiązaniach jakie sobie wypracowaliśmy.
Mamy zaproszenie, by w ramach V Kongresu Ruchów Miejskich znaleźć sobie kawałek przestrzeni na taką rozmowę. Spróbujmy ją sobie przygotować. Dajcie mi znać . Bez względu na to, czy będziecie w stanie być 18-21 maja na Śląsku, czy nie, spróbujmy pomóc sobie sami.

W kilku miastach powstały już Kodeksy Krajobrazowe, ok. 200 następnych pracuje nad nimi.

Ostrzegam,

 jeśli dokładnie się im nie przyjrzycie, możecie ciężko pożałować.

Firma Ryszarda Grobelnego wyspecjalizowała się w realizacji takich zleceń. Oto co zaproponowała naszemu miastu. Wiele sensownych ograniczeń eliminujących reklamowy bałagan i kilka wyjątków. Dziwnym trafem wszystkie dotyczą lokalnej władzy. Zakazuje się banerów nad drogami za wyjątkiem tych, które wywiesi urząd. Restrykcje ograniczające rozmiar i ilość billboardów i tablic nie dotyczą „zabudowy usługowej administracji publicznej oraz zabudowy usług kultury”. Zainstalowane przez nas 50 tablic ogłoszeniowych dla mieszkańców idzie do likwidacji, bo projekt dopuszcza tylko tablice urzędu. Jedynym dostępnym dla mieszkańców miejscem na wywieszenie ogłoszenia, że zginął pies jest kilka wielkich słupów do przyklejania plakatów. Dodajmy, że o ilości i lokalizacji tych słupów też decyduje burmistrz. Może je ograniczyć do minimum i o wynik kampanii wyborczej może być spokojny.

Na pytanie, co ma zrobić mały lokalny komitet wyborczy, pan Grobelny odpowiada – wykupić sobie billboardy.

Zabiegaliśmy o ustawę krajobrazową, ale teraz gdy jej zapisy zaczynają wchodzić w życie ogarnia nas przerażenie. Ustawa daje lokalnym włodarzom narzędzie do wprowadzenia

całkowitej blokady informacji.

Jeśli dodać do tego kontrolę nad lokalną gazetą, która wydawana jest niemal w każdym mniejszym i średnim mieście, kontrolę nad główną lokalną stroną internetową, a nawet Facebookowym profilem miejscowości, to można wymyślać dowolne ograniczenia kadencyjności a kliki i prowincjonalne dynastie trwać będą po wsze czasy.

Krajobraz będzie piękny jak na Białorusi.

Na naszym lokalnym podwórku i na wielkim ogólnopolskim, bieg zdarzeń napawa nas coraz większymi obawami.  Demontowane są mechanizmy, nie tylko świadczące o cywilizacyjnym statusie, ale także takie, które zabezpieczają przed patologiami.

Jest ciągle wielu ludzi, którym się to podoba. Jednym ze względu na benefity, innym z powodu nagromadzonych niechęci do wszystkiego co było wcześniej.

Jak przekonać

do wartości, które są abstrakcyjne, nienamacalne i nie przynoszą satysfakcji z odbierania władzy tym, których się tak nie lubiło?

Mimo wytężania sił, czytania mądrych tekstów, muszę przyznać, że

nie wiem.

I gdybym był Sokratesem, może przyniosłoby to mi sławę. Ale nie jestem.

Zadam więc sobie mniej ambitne pytanie.

 Co robić?

Też ktoś na tym pytaniu zrobił karierę, ale nie idźmy tą drogą.

Co robić, by pozyskać przychylność inaczej myślących? Co powinni robić nasi kandydaci, którzy za chwilę będą się ubiegali o głosy w samorządowych wyborach?

A gdybyśmy spróbowali tak:

  • Nie walczyć z przeciwnikiem, bo walczy się wtedy z jego zwolennikami, lecz być od niego lepszym w czymś, co jest dla ludzi ważne.
  • Nie wchodzić w rutynową polityczną młóckę na argumenty, bo zbierze się tylko opinie „wszyscy ci politycy są siebie warci”. Budować raczej alternatywne rozwiązania. Promować je obok i w innej stylistyce, a nie wykrzykiwać w oczy przeciwnikom.
  • No i zawsze sprawdzać jak nasz przekaz działa na przeciwników i niezdecydowanych. Niby to oczywiste ale jakże trudne, przejąć się kimś, kto nie ma tyle rozumu, by myśleć jak my. Nieprawdaż?

Jednym słowem

Zamiast niszczyć ich świat – budować lepszy

Najbardziej podstawowe pytania są najtrudniejsze. Takie są w szczególności pytania o demokrację. Jest wiele mądrych definicji i analiz i nie o wpis do wikipedi mi chodzi, lecz o jeden z aspektów, który dał o sobie ostatnio znać.
Demokracja to zestaw różnych reguł, nieraz całkiem umownych a nawet wątpliwych.

Można powiedzieć, że to swoisty teatr.

Ta gra zastępuje rozwiązania nieparlamentarne, bezpośrednią przemoc, agresję tłumów, szamotaniny i zwykłe bijatyki. To sposób na skanalizowanie oczywistych różnic interesów, poglądów i postaw. Ta nudna i nieraz nieporadna demokracja powoduje, że mimo tych różnic społeczeństwa mogą funkcjonować bez ponoszenia niepotrzebnych strat, co więcej mogą się rozwijać.
Demokracja jak każda umowa, trwa tak długo jak dotrzymują jej ci co się umówili. A stronami umowy są nie tylko politycy ale przede wszystkim obywatele-wyborcy. Są społeczeństwa bardziej nawykłe do stosowania się do tych reguł, i mniej do nich przywiązane. Są czasy, kiedy zaczyna wiać wiatr historii siejąc zwątpienie w te rozwiązania i rodząc pomysły pójścia na skróty. Wśród wykonawców, tego teatru są też partacze, których działalność budzi zniechęcenie. By wiarę w sens demokracji przywrócić, niektórym społeczeństwom trzeba pokazać wręcz namacalnie, jaka jest alternatywa.
I tak jak w ekosystemach , by odmłodzić las,

co jakiś czas przychodzi wielki pożar,

który niszczy wszystko do korzeni. Pojawiają się tacy, którzy nie tyle słabo grają swoje role ale wyrzucają do kosza demokratyczny porządek. Taka lekcja uzmysławia zbiorowemu decydentowi, że jednak nudna demokracja czy nawet ciepła woda w kranie, są lepsze niż mordobicie.
Szkoda tylko, że takie katharsis właśnie nam przypadło w udziale.
Zwycięstwo populisty Trumpa układa się w bardzo znaczący ciąg zdarzeń. Nie jest to sukces, tych którzy mówili, że trzeba więcej dbałości o sprawy najbiedniejszych, także nie tych, którzy chcieli większych możliwości dla wielkiego biznesu. Nie wygrały ani lewicowe ani prawicowe hasła, wygrał populizm. Zjawisko, którego musimy się nauczyć. Zawsze było obecne w polityce, nigdy jednak na taką skalę. Można by rozpisywać się o tym, jak jest groźne i dewastujące świadomość obywatelską. Dla mnie ważniejszym jest pytanie co robić, by wróciło na swoje miejsce – na margines polityki. Z problemu nie wybawią nas dotychczasowe elity polityczne. Ich sposób komunikowania się z masami wyborców zawiódł na całej linii. Potrzebna jest siła, która pracę nad obywatelskimi postawami i wiedzą w tym zakresie uczyni celem swego działania. Nie walkę o władzę lecz walkę o rozumność wyborczą. Takim aktorem są organizacje pozarządowe. Powiedzmy szczerze, nie wszystkie. Nie chodzi o takie, które świadczą administracji usługi outsourcingowe w zakresie kultury, sportu, turystyki i innych działań. Chodzi o te, które stawiają sobie cele dalej idące.
 
Jest dla tych organizacji zła i dobra wiadomość:
nie będzie łatwo ale
będziemy bardziej potrzebni niż kiedykolwiek wcześniej.

O mnie

Ukończyłem na Uniwersytecie Warszawskim socjologię w specjalności socjologii organizacji.

Pierwszym moim miejscem pracy był Instytut Organizacji i Kierowania.

Po jego rozwiązaniu przez pięć lat wykładałem socjologię organizacji na Politechnice Warszawskiej.

Następnie odbyłem dwuletnie studia podyplomowe i roczną praktykę badawczą w wiedeńskim Institut für Höhere Studien w zakresie socjologii organizacji i metod matematycznych.

Po powrocie do kraju pracowałem w Instytucie Kultury i Instytucie Studiów Politycznych.

Następnie, po wygranym konkursie, objąłem stanowisko dyrektora Biura Reklamy TVP. Wówczas była to wyodrębniona jednostka organizacyjna posiadająca własny budżet i służby funkcjonalne. W ciągu sześciu lat kierowania nią, z prostego biura posiadającego kilka małych komputerów, przekształcona została w jedno z przodujących w Europie biur sprzedaży. Posiadała system komputerowy oparty na najnowszych osiągnięciach zagranicznych. Wdrożono zarządzanie przez cele i zarządzanie procesami, autorski system ocen pracowniczych oraz innowacyjne metody sprzedaży. Biuro zatrudniało 70 osób a obroty wynosiły pół miliarda złotych rocznie.

W tym czasie uczestniczyłem w pracach międzynarodowej organizacji European Group of Television Advertising z siedzibą w Brukseli, by w końcowym okresie stać się członkiem jej zarządu.

Następnie zostałem zaangażowany przez jeden z największych koncernów medialnych WPP z zadaniem zorganizowania i poprowadzenia polskiego oddziału agencji reklamowej Mindshare.

Kolejnym wyzwaniem była prezesura Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce. W owym czasie była to najważniejsza organizacja reprezentująca interesy mediów, agencji reklamowych i reklamodawców. Rola Stowarzyszenia polegała na utrzymywaniu kontaktu z przedstawicielami rządu i parlamentu oraz komentowanie w mediach zagadnień związanych z reklamą.

Równolegle utworzyłem własną firmę Instytut Mediów zajmującą się audytem mediowym i doradztwem. Prowadzę ją do dzisiejszego dnia współpracując z liderami tej branży z Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Poza działalnością ściśle zawodową, angażowałem się w aktywność społeczną. Byłem przewodniczącym Solidarności w swoim instytucie w roku 1981. Nigdy nie należałem do żadnej partii.

Odbyłem szkolenie wojskowe ukończone w stopniu podporucznika rezerwy.

Jestem harcmistrzem ZHP i przodownikiem turystyki pieszej PTTK.

Żona jest absolwentką Akademii Teologii Katolickiej a syn pracuje w Orange Labs jako główny specjalista.

Strona korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Pliki cookies (ciasteczka) to dane informatyczne - pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniu użytkownika. Używane są w celu dostosowania wyglądu strony internetowej do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych. Statystyki te umożliwiają polepszanie struktury i zawartości stron www.


  Na naszej stronie stosowane są dwa rodzaje plików cookies - sesyjne oraz stałe. Sesyjne są plikami tymczasowymi, które pozostają w urządzeniu użytkownika, aż do wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). Stałe pliki pozostają w urządzeniu użytkownika przez czas określony w parametrach pliku albo do momentu ich ręcznego usunięcia przez użytkownika.


  Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych domyślnie dopuszcza umieszczanie plików cookies w urządzeniu użytkownika. Możesz zablokować w swojej przeglądarce mozliwość zapisu cookies. Jednak wybór tej opcji automatycznie zablokuje Ci możliwość korzystania z szeregu funkcji na naszej stronie. Nie możemy także zagwarantować, że oferowane na naszej stronie usługi będą działać w zaplanowany sposób i zgodnie z ich przeznaczeniem.


  Więcej informacji na temat blokowania plików typu cookies w Twojej przeglądarce znajdziesz w zakładce "pomoc" przeglądarki.