AirDuctors.net

 
Smaller Default Larger
 
Ruchy miejskie w wyborach samorządowych 2014 nie odniosły oszałamiającego sukcesu.
Spójrzmy na przykład podwarszawskich Łomianek. Ruch miejski Dialog, który zorganizował się niedługo przed wyborami zdobył ok. 10% głosów. To zbyt mało by narzucić cokolwiek nowej władzy.
Listy kandydatów Dialogu wyglądały jednak całkiem inaczej niż pozostałych komitetów. W tamtych prym wodziły znane starym mieszkańcom postacie: emerytowany mechanik samochodowy, kwiaciarka, właściciel budki na bazarze. Gdy tymczasem kandydaci najmłodszego ugrupowania legitymowali się wyższym wykształceniem, w kilku przypadkach popartym zagranicznymi studiami lub doktoratami. Nie należeli do zwalczających się klanów ani grup interesów. Byli po prostu inni i czego innego chcieli. Jeden z mieszkańców wyraził precyzyjnie zdziwienie wielu swoich sąsiadów mówiąc:

„to ludzie z kosmosu”.

Ta inwazja z innej planety, poza początkowym brakiem zrozumienia, pozostawiła jednak coś w głowach mieszkańców. Zasiała wątpliwości, które wracają zawsze gdy w mieście dzieje się coś nie tak. Być może niektórzy ciągle szukają alternatywy w innej z dotychczasowych koterii, ale wielu zauważyło, że jest możliwość wyjścia poza zaklęty krąg lokalnych pseudo-elit.
Im bardziej jesteśmy „z kosmosu”, tym bardziej stanowimy

wyrazistą alternatywę.

Co ważne, nie zamkniętą w „kręgu wyznawców”, nie pielęgnującą swoją niezwykłość, ale wchodzącą w każdą lokalną sytuację nadzwyczajną, stającą po stronie mieszkańców, bezbronnych w starciu z urzędem.
To nie może pozostać bez wpływu an reguły gry. Każdy, kto będzie chciał zawalczyć w przyszłości o władzę, będzie musiał brać pod uwagę, że nie wystarczy zaproponować silniejszą od innych bandę. Że od potencjalnych wyborców odgradza ich jakaś grupka, która ma coś, czego nikt inny dotychczas nie zaproponował.

Być może nie wygramy kolejnych wyborów,

ale już widać, że ci którzy zwyciężą będą musieli być inni, niż dotychczas, bo zmieniły się reguł gry. Przesunięciu uległo całe spektrum przestrzeni, w której wyborcy oceniają kandydatów.
 
To pytanie zadają wszyscy, którzy wysłuchują opowieści, jak to metody które teraz stosuje się do zarządzania Polską, na kilka lat wcześniej zaczęto stosować w Łomiankach.
Najbardziej syntetyczna odpowiedź brzmi:

z tego samego powodu, dla którego ponownie wybory wygrywa Łukaszenka, Orban, Putin i kilku innych.

To oczywiście tylko analogia a nie diagnoza. Spróbujmy w interesie naszej przyszłości pochylić się nad wyjaśnieniem.
W poprzedniej kadencji władza, wbrew powyższym analogiom, nie była monolitem. Część władzy spoczywała w rękach antyburmistrzowskiej większości Rady Miejskiej. Powiedzmy szczerze, nie było tej władzy dużo. Burmistrz dysponował całą egzekutywą, a w tej liczbie narzędziami propagandy, Rada zaś jedynie słabo egzekwowalnymi uchwałami.
Dało to ekipie burmistrzowskiej możliwości do wykorzystania

całego populistycznego instrumentarium.

Był więc pozornie mocy, ale praktyczne bezsilny przeciwnik, były narzędzia propagandy, możliwości zastraszania niepokornych i kupowania sobie innych.
W wyniku sączenia do głów mieszkańców przez cztery lata nienawistnego przekazu o przeciwnikach politycznych, w świadomości dużej części mieszkańców ukształtowany został obraz, w którym to

chcący dobrze dla wszystkich burmistrz zderza się z destrukcją organizowaną przez opozycję.

Czy ówczesna opozycja wykorzystała wszystkie możliwości, by zbudować inną narrację i ukształtować swój pozytywny wizerunek? Można mieć co do tego wątpliwości. Faktem jest, że propagandowy przekaz burmistrza znalazł wielu odbiorców.
Propozycje, które pojawiły się w kampanii wyborczej nie były w stanie już wiele zmienić. Definicja sytuacji była ukształtowana. Komitety mogły tylko lekko przesuwać granice podziałów w jedną lub drugą stronę.
 

Wybory były przegrane na długo przed rozpoczęciem kampanii.

Morał: dla wyniku wyborów, dużo ważniejszy jest obraz alternatywy, który budujemy mozolnie przez lata, niż fajerwerki kampanii wyborczej.
Tytuł "Laboratorium Łomianki" wypożyczony od Macieja Krogulca. Już za chwilę wznowi swój cykl komentarzy pod tym tytułem. Zachęcam do lektury.

Ruch miejski to coś więcej niż organizacja pozarządowa. Nasz dekalog – 15 Tez Miejskich wyraźnie pokazuje, że chodzi o takie stowarzyszenia i fundacje, które chcą zmieniać świat wokół siebie. Narzędzia jakie stoją do dyspozycji tych niespokojnych duchów wydają się śmiesznie skromne, bo cóż takie NGO może? Samo rzeczywiście niewiele. Ale gdy wokół organizacji jest prawdziwe poruszenie mieszkańców, prawdziwy ruch, to rzecz wygląda zgoła inaczej. I właśnie różnica między organizacją zawieszoną w próżni, a ruchem silnym aktywnością mieszkańców jest wyzwaniem, przed którym stoimy. Nie mamy wszak, innych atutów, ani władzy, ani pieniędzy, ani wiedzy większej niż profesjonaliści. Mamy tylko lepszy niż inni kontakt z mieszkańcami.

Aktywność mieszkańców to alfa i omega skuteczności ruchów miejskich.

Jak to robimy? Każdy na swój sposób. Skoro jesteśmy rzecznikami zmiany, to w naturalny sposób jesteśmy krytyczni wobec władzy. Jedni są z lokalnym samorządem w otwartej wojnie, inni uprawiają cichą kohabitację, jeszcze inni współpracują, by od środka zmieniać postępowanie władz.

Jakie mamy strategie? Dla jednych narzędziem są akcje protestacyjne, manifestacje i happeningi, inni  zabiegają o granty, by móc finansować pożyteczne działania, a jeszcze inni startują w wyborach by zdobyć władzę i w ten sposób kształtować rzeczywistość.

Jakiego sposobu działania byśmy nie przyjęli, kluczem pozostaje poparcie świadomych mieszkańców.

Dlaczego świadomych? No właśnie. Partiom politycznym wystarczy poparcie bez aktywności, wystarczy by człowiek wrzucił kartkę do urny. My musimy mieć coś więcej. Nasze poparcie powstaje w działaniu, w interakcji z mieszkańcami. Nie ma zmiłuj. Albo wyciągniemy ich z domów, sprowokujemy do działania, albo pozostanie po nas tylko gadanina.

Bez aktywności mieszkańców – nie ma ruchu miejskiego – jest tylko ruch pozorny

Jest taka cecha, której się nie docenia, a która ma w przypadku funkcji burmistrza kapitalne znaczenie. Oto przepisy dają burmistrzowi władzę niemal nieograniczoną i człowiek, któremu tę rolę powierzymy  musi umieć z niej korzystać w sposób optymalny dla całej społeczności. Cały sekret tkwi w tym, jaki to sposób?

 Jako mieszkańcy mamy tendencję do preferowania silnych osobowości, ludzi, którzy starają się zagarnąć jak najwięcej władzy. I to jest pułapka. Burmistrz wyposażony jest w tak duże uprawnienia, że dążenie do poszerzania władzy prowadzi do rozwiązań zgoła niepożądanych, do samowoli i manipulowania otoczeniem.

Idealny kandydat na burmistrza to człowiek, który siłę czerpie z dzielenia się władzą. Dzielenia zarówno z innymi gremiami jak Rada Miejska, zespoły doradcze i konsultacyjne ale przede wszystkim z mieszkańcami. Jako deklaracja brzmi to banalnie. Każdy kandydat obiecuje „oddanie władzy mieszkańcom”, ale nie każdy ma predyspozycje by tak układać relacje z otoczeniem i podwładnymi. Do tego trzeba trochę doświadczenia życiowego, pokory wobec swoich ograniczeń i odwagi by proces dzielenia się władzą uczynić przejrzystym i otwartym. Bo przecież nie mówimy tu o bezwolnej marionetce poruszanej sznurkami z tylnego siedzenia, lecz o realizowanym z dużą determinacją i konsekwencją procesie decyzyjnym rozpisanym na role, w którym uczestniczy wiele podmiotów.

Taki burmistrz buduje swoją pozycję nie kosztem wszystkich innych lecz dzięki innym. Jeśli robi to umiejętnie, nic na tym nie traci, a w gminie rośnie społeczność obywatelska, pojawia się poczucie sprawstwa i odpowiedzialność za swoją małą ojczyznę. Decyzje zaś są lepiej przemyślane i sprawdzone.

Jeśli już więcej nie chcemy się wstydzić, za to jak zarządzane są Łomianki, to pora pomyśleć o kandydacie, który będzie budował społeczeństwo obywatelskie Łomianek a nie imperium swoich wpływów i interesów.

Są średnie, niewielkie albo całkiem małe. Mieszkamy w nich i jest nas wiele, ba, stanowimy większość mieszkańców tego kraju. A jednocześnie specyficzne problemy naszych społeczności rzadko trafiają na agendę miejskich dyskusji.
Co do tego, że te problemy mają swoją specyfikę nie mam wątpliwości.

Płock nie jest Warszawą w miniaturze a Kalety nie są mniejszymi Katowicami.

Każdy z nas, który próbuje w te miasta tchnąć nowego ducha, ruszyć do aktywności uśpione masy mieszkańców, staje przed problemami, które mają swoje źródło w małomiasteczkowym klimacie, specyficznych relacjach między ludźmi, w poglądach, przesądach i stereotypach, które przecież nie zawsze są takie, jak w wielkomiejskich zbiorowiskach.
Nie wiem, czy mamy łatwiej, czy trudniej, wiem, że mamy inaczej. Wiem też, że wyzwania, które stoją przed nami są ważne. Powiem więcej, są ważniejsze niż to, co może się wydarzyć w kilku wielkich miastach, bo to małomiasteczkowy obywatel, konsument, wyborca, decyduje o tym jaka jest Polska.
Warto jest wymienić się doświadczeniami, porozmawiać o rafach i minach, na które wpadliśmy oraz o rozwiązaniach jakie sobie wypracowaliśmy.
Mamy zaproszenie, by w ramach V Kongresu Ruchów Miejskich znaleźć sobie kawałek przestrzeni na taką rozmowę. Spróbujmy ją sobie przygotować. Dajcie mi znać . Bez względu na to, czy będziecie w stanie być 18-21 maja na Śląsku, czy nie, spróbujmy pomóc sobie sami.

W kilku miastach powstały już Kodeksy Krajobrazowe, ok. 200 następnych pracuje nad nimi.

Ostrzegam,

 jeśli dokładnie się im nie przyjrzycie, możecie ciężko pożałować.

Firma Ryszarda Grobelnego wyspecjalizowała się w realizacji takich zleceń. Oto co zaproponowała naszemu miastu. Wiele sensownych ograniczeń eliminujących reklamowy bałagan i kilka wyjątków. Dziwnym trafem wszystkie dotyczą lokalnej władzy. Zakazuje się banerów nad drogami za wyjątkiem tych, które wywiesi urząd. Restrykcje ograniczające rozmiar i ilość billboardów i tablic nie dotyczą „zabudowy usługowej administracji publicznej oraz zabudowy usług kultury”. Zainstalowane przez nas 50 tablic ogłoszeniowych dla mieszkańców idzie do likwidacji, bo projekt dopuszcza tylko tablice urzędu. Jedynym dostępnym dla mieszkańców miejscem na wywieszenie ogłoszenia, że zginął pies jest kilka wielkich słupów do przyklejania plakatów. Dodajmy, że o ilości i lokalizacji tych słupów też decyduje burmistrz. Może je ograniczyć do minimum i o wynik kampanii wyborczej może być spokojny.

Na pytanie, co ma zrobić mały lokalny komitet wyborczy, pan Grobelny odpowiada – wykupić sobie billboardy.

Zabiegaliśmy o ustawę krajobrazową, ale teraz gdy jej zapisy zaczynają wchodzić w życie ogarnia nas przerażenie. Ustawa daje lokalnym włodarzom narzędzie do wprowadzenia

całkowitej blokady informacji.

Jeśli dodać do tego kontrolę nad lokalną gazetą, która wydawana jest niemal w każdym mniejszym i średnim mieście, kontrolę nad główną lokalną stroną internetową, a nawet Facebookowym profilem miejscowości, to można wymyślać dowolne ograniczenia kadencyjności a kliki i prowincjonalne dynastie trwać będą po wsze czasy.

Krajobraz będzie piękny jak na Białorusi.

O mnie

Ukończyłem na Uniwersytecie Warszawskim socjologię w specjalności socjologii organizacji.

Pierwszym moim miejscem pracy był Instytut Organizacji i Kierowania.

Po jego rozwiązaniu przez pięć lat wykładałem socjologię organizacji na Politechnice Warszawskiej.

Następnie odbyłem dwuletnie studia podyplomowe i roczną praktykę badawczą w wiedeńskim Institut für Höhere Studien w zakresie socjologii organizacji i metod matematycznych.

Po powrocie do kraju pracowałem w Instytucie Kultury i Instytucie Studiów Politycznych.

Następnie, po wygranym konkursie, objąłem stanowisko dyrektora Biura Reklamy TVP. Wówczas była to wyodrębniona jednostka organizacyjna posiadająca własny budżet i służby funkcjonalne. W ciągu sześciu lat kierowania nią, z prostego biura posiadającego kilka małych komputerów, przekształcona została w jedno z przodujących w Europie biur sprzedaży. Posiadała system komputerowy oparty na najnowszych osiągnięciach zagranicznych. Wdrożono zarządzanie przez cele i zarządzanie procesami, autorski system ocen pracowniczych oraz innowacyjne metody sprzedaży. Biuro zatrudniało 70 osób a obroty wynosiły pół miliarda złotych rocznie.

W tym czasie uczestniczyłem w pracach międzynarodowej organizacji European Group of Television Advertising z siedzibą w Brukseli, by w końcowym okresie stać się członkiem jej zarządu.

Następnie zostałem zaangażowany przez jeden z największych koncernów medialnych WPP z zadaniem zorganizowania i poprowadzenia polskiego oddziału agencji reklamowej Mindshare.

Kolejnym wyzwaniem była prezesura Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce. W owym czasie była to najważniejsza organizacja reprezentująca interesy mediów, agencji reklamowych i reklamodawców. Rola Stowarzyszenia polegała na utrzymywaniu kontaktu z przedstawicielami rządu i parlamentu oraz komentowanie w mediach zagadnień związanych z reklamą.

Równolegle utworzyłem własną firmę Instytut Mediów zajmującą się audytem mediowym i doradztwem. Prowadzę ją do dzisiejszego dnia współpracując z liderami tej branży z Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Poza działalnością ściśle zawodową, angażowałem się w aktywność społeczną. Byłem przewodniczącym Solidarności w swoim instytucie w roku 1981. Nigdy nie należałem do żadnej partii.

Odbyłem szkolenie wojskowe ukończone w stopniu podporucznika rezerwy.

Jestem harcmistrzem ZHP i przodownikiem turystyki pieszej PTTK.

Żona jest absolwentką Akademii Teologii Katolickiej a syn pracuje w Orange Labs jako główny specjalista.

Strona korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Pliki cookies (ciasteczka) to dane informatyczne - pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniu użytkownika. Używane są w celu dostosowania wyglądu strony internetowej do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych. Statystyki te umożliwiają polepszanie struktury i zawartości stron www.


  Na naszej stronie stosowane są dwa rodzaje plików cookies - sesyjne oraz stałe. Sesyjne są plikami tymczasowymi, które pozostają w urządzeniu użytkownika, aż do wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). Stałe pliki pozostają w urządzeniu użytkownika przez czas określony w parametrach pliku albo do momentu ich ręcznego usunięcia przez użytkownika.


  Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych domyślnie dopuszcza umieszczanie plików cookies w urządzeniu użytkownika. Możesz zablokować w swojej przeglądarce mozliwość zapisu cookies. Jednak wybór tej opcji automatycznie zablokuje Ci możliwość korzystania z szeregu funkcji na naszej stronie. Nie możemy także zagwarantować, że oferowane na naszej stronie usługi będą działać w zaplanowany sposób i zgodnie z ich przeznaczeniem.


  Więcej informacji na temat blokowania plików typu cookies w Twojej przeglądarce znajdziesz w zakładce "pomoc" przeglądarki.