AirDuctors.net

 
Smaller Default Larger

Tak zwykło się nazywać patologię trzeciego sektora polegającą na skoncentrowaniu uwagi na wygrywaniu konkursów grantowych a nie na rozwiązywaniu jakichkolwiek problemów społecznych. Ale na tym nie kończy się lista problemów świata NGO. Nie wiem czy nie poważniejszy problem dostrzegłem przygotowując zaproszenia na inauguracyjne spotkanie Rady Organizacji Pozarządowych. Większość listy stanowiły organizacje, które są zwykłymi firmami usługowymi sprzedającymi swe usługi samorządowi lokalnemu. Usługi te są niezwykle potrzebne, dotyczą turystyki, edukacji, kultury, sportu, pomocy społecznej itd. Powiecie, jaki w tym problem? Super, że to robią. Zgoda, tylko warto zrobić krok wstecz, spojrzeć z oddali i zapytać po co są organizacje pozarządowe? Czemu miliardy złotych kierowane są na granty dla trzeciego sektora a nie do firm usługowych świadczących społecznie użyteczne usługi?

Mnie się wydaje, że w zamyśle chodziło o budowanie społeczeństwa obywatelskiego, budowanie poczucia wspólnoty, poczucia sprawstwa, tego że trzeba brać sprawy w swoje ręce, że warto poczuć się gospodarzem jakiejś wspólnoty a nie tylko konsumentem usług.

Obawiam się, że świadomość takiego celu jest obecna tylko w preambułach różnych strategii, polityk horyzontalnych, priorytetów sektorowych itd. Dalej nikt już o tym nie pamięta. Profesjonalnego organizatora imprez i szkoleń wszelakich, który zarejestrował się jako fundacja, traktuje się tak samo, jak grupę zapaleńców, która chce zmienić świadomość mieszkańców swego miasta, uczulić ich na coś, spowodować by pomyśleli o innych i sobie jako wspólnocie. Co więcej, ci drudzy zawsze przegrają z profesjonalistą w wyścigu o publiczne pieniądze.

Chciałbym żeby ci zapaleńcy zdobywali grant za grantem, żeby do takich ludzi płynęły te miliardy a nie do usługodawców. Problem nie jest w nastawieniu na granty. Problem jest w kryteriach stosowanych przy ich podziale. Warto o tym pomyśleć przy dyskusjach o programach współpracy samorządów z NGO.

Opowiem Wam o pewnych wyborach. Zdarzyły się nie tak dawno. Wygrała w nich siła, która na skali populizmu i manipulacji osiągnęła maksimum. Drugie miejsce ze znaczącą ilością głosów uzyskało ugrupowanie nijakie opierające swą pozycję na wspomnieniach z okresu sprawowania władzy. Pomińmy na razie trzecie. Na czwartym miejscu z poparciem zbliżonym do 10% wylądowała nowa formacja nie zajmująca stanowiska w sprawach ideologicznych, wywodząca się spoza polityki i opierająca się na ludziach bardziej wykształconych.

A teraz konkurs. Czy chodziło mi o wybory samorządowe w Łomiankach czy wybory parlamentarne 2015?

A może i jedne i drugie?

Na Kongresie Ruchów Miejskich było dużo ludzi. Wśród nich byli też samorządowcy, którzy sprawują władzę. Z ich wypowiedzi, mimo że mają sporo sukcesów, można było wyczytać pewien rodzaj rozczarowania czy zawodu. Mówili mianowicie o bezwładności całej maszyny samorządowej o tym, że nie da się przyjść rano do pracy i zmienić całego miasta. Ba, nieraz nawet trudno jest zmienić drobne zarządzenie. Nie ma wątpliwości, że ci ludzie myślą podobnie jak my i w podobny sposób chcieli by przekształcić rzeczywistość. Ciągle jednak tego nie zrobili albo zrobili lecz tego nie widać. To co mieszkańcy tych miast mogą dostrzec to nowy styl, sposób zachowania. A w tym stylu przede wszystkim brak pewności siebie, przekonania, że przecież wiem lepiej, że nie będzie mnie jakiś szczeniak uczył roboty, którą robię od lat. Rower zamiast limuzyny, rozmowy z ludźmi na ulicy zamiast przyciemnianych szyb w samochodzie, stołówka pracownicza zamiast restauracji. To w sumie tylko drobiazgi ale też ważne sygnały, które świadczą o tym, że i rzeczy wielkie będą robione z takim samym szacunkiem do innych i bez poczucia wyższości wobec nich.
Tak kiedyś będzie nie tylko w tych kilku miastach. Takie widmo krążyn dziś nad Europą, trafi też i do nas, cierpliwości.

W tekście o refleksji powyborczej dość bezceremonialnie potraktowaliśmy swego czasu zwolenników Pawła Kukiza. Dlaczego przyszło nam to do głowy? Na ogół staramy się trzymać z dala od partyjnej polityki. No ale w końcu, ruch Kukiza to właśnie nie partia polityczna. Raczej coś w partie polityczne wymierzonego. Czego się więc czepiamy?

Ten ruch, jak się wydaje, jest spontanicznym oddolnym impulsem, który chciałby zmienić rzeczywistość. Moja z nim niezgoda wynika z treści propozycji zgłaszanych podczas kampanii prezydenckiej. Usłyszałem tam, że JOWy i … tyle. Reszta to ogólne wykrzykniki, za którymi może się równie dobrze coś kryć jak i całkiem nic.

A więc JOWy. Spontanicznie fajny pomysł. „Nie będzie mi nikt układał listy, sam wybiorę”. Tylko że ten pomysł grzeszy kompletnym brakiem wiedzy o konsekwencjach takiego rozwiązania. A te konsekwencje prowadzą do zaprzeczenia wyjściowej idei, do zwiększenia dominacji dużych partii politycznych. Nie będę zastępował prof. Markowskiego i robił tu wykładu. Powiem tylko, że sam na własnej skórze odczułem „dobrodziejstwo” JOWów w wyborach do Rady Miejskiej. Dzięki jednomandatowej ordynacji, grupa sprawująca władzę popierana przez 1/3 mieszkańców zdobyła 2/3 mandatów.

Nie obrażajcie się Kukizowcy ale nie jestem w stanie zaakceptować czegokolwiek budowanego na fałszywych przeświadczeniach, żeby nie powiedzieć, na wykorzystywaniu niewiedzy.

Nie nazywają się Achilles czy Agamemnon, mają bardziej potoczne nazwiska ale są dziś bohaterami, źródłem dumy narodowej, bo nie dali się obcym, nie ugięli się. My w Dialogu nie cierpimy populizmu i budowania pozycji na niewiedzy obywateli Dlatego przyjrzyjmy się temu bohaterstwu.

Przed laty pewna grupa ludzi, powiedzmy szczerze, bardzo duża grupa ludzi, napożyczała pieniędzy, przejadła je, część zmarnowała, na dodatek źle się nimi podzieliła. Dziś, ci co pieniądze pożyczyli mówią - hej, musicie zacząć oszczędzać i pieniądze oddać. Odpowiedzialny człowiek powiedziałby - trudno, będzie ciężko ale mam swój honor i pieniądze zwrócę. Ale we współczesnej polityce takie przeżytki jak uczciwość i honor coraz gorzej się sprzedają. Jeśli pojawia się ktoś, kto powie - nie martwcie się, wyrwę dla was więcej kasy - to właśnie on ma spore szanse zostać narodowym bohaterem.

Czy tak jest zawsze, że z uczciwością wygrywa populizm? Tak jest często, ale gdy w uczciwość włoży się dostatecznie dużo pracy, musi przynieść efekty.

Tak spodobał mi się tytuł ostatniego wpisu, że nie mogłem wyjść z podziwu przez trzy miesiące a tymczasem działo się, oj działo.

Gdy spojrzeć na tę serię wydarzeń z dalszej perspektywy, to kształtuje się taki oto obraz.

Władza umacnia się. Jej siła objawia się głównie w tym, że nie musi już liczyć się z nikim. Jest pewna siebie, nie pozwala sobie na okazywanie słabości, jaką w jej mniemaniu byłoby ustąpienie przed presją, czy nawet błaganie mieszkańców.

Jest spora ilość mieszkańców, którym to imponuje. Którzy lubią kogoś takiego mieć nad sobą. Na tym wyrosły wszystkie totalitarne reżymy i ciągle w różnych miejscach wyrastają na nowo. Historia pokazuje, że nie są to rządy, które później dobrze się wspomina. Co więc robić byśmy i my takich wspomnień mieli jak najmniej?

Widzę dwie drogi. Pierwsza, zabiegać by ludzi tak rozumujących było jak najmniej. To długa droga polegająca na budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Jest obiecująca, lubimy to robić ale wiemy, że na krótką metę jest niewystarczająca.

Druga droga naznaczona jest pewnym kapitulanctwem wobec ideałów. Inni powiedzą, że jest to droga realizmu. Każe ona przekonać ludzi lubiących silnego przywódcę, który nie patyczkuje się z opozycją, że ten ich przywódca wcale nie jest taki silny.

Którą iść drogą? Doświadczenie wyborcze uczy: nie jedną drogą, nie każdy osobno ale i nie wszyscy jednakowo. Niby proste ale tylko z pozoru.

Jest nad czym myśleć przy wakacyjnych wywczasach.

O mnie

Ukończyłem na Uniwersytecie Warszawskim socjologię w specjalności socjologii organizacji.

Pierwszym moim miejscem pracy był Instytut Organizacji i Kierowania.

Po jego rozwiązaniu przez pięć lat wykładałem socjologię organizacji na Politechnice Warszawskiej.

Następnie odbyłem dwuletnie studia podyplomowe i roczną praktykę badawczą w wiedeńskim Institut für Höhere Studien w zakresie socjologii organizacji i metod matematycznych.

Po powrocie do kraju pracowałem w Instytucie Kultury i Instytucie Studiów Politycznych.

Następnie, po wygranym konkursie, objąłem stanowisko dyrektora Biura Reklamy TVP. Wówczas była to wyodrębniona jednostka organizacyjna posiadająca własny budżet i służby funkcjonalne. W ciągu sześciu lat kierowania nią, z prostego biura posiadającego kilka małych komputerów, przekształcona została w jedno z przodujących w Europie biur sprzedaży. Posiadała system komputerowy oparty na najnowszych osiągnięciach zagranicznych. Wdrożono zarządzanie przez cele i zarządzanie procesami, autorski system ocen pracowniczych oraz innowacyjne metody sprzedaży. Biuro zatrudniało 70 osób a obroty wynosiły pół miliarda złotych rocznie.

W tym czasie uczestniczyłem w pracach międzynarodowej organizacji European Group of Television Advertising z siedzibą w Brukseli, by w końcowym okresie stać się członkiem jej zarządu.

Następnie zostałem zaangażowany przez jeden z największych koncernów medialnych WPP z zadaniem zorganizowania i poprowadzenia polskiego oddziału agencji reklamowej Mindshare.

Kolejnym wyzwaniem była prezesura Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce. W owym czasie była to najważniejsza organizacja reprezentująca interesy mediów, agencji reklamowych i reklamodawców. Rola Stowarzyszenia polegała na utrzymywaniu kontaktu z przedstawicielami rządu i parlamentu oraz komentowanie w mediach zagadnień związanych z reklamą.

Równolegle utworzyłem własną firmę Instytut Mediów zajmującą się audytem mediowym i doradztwem. Prowadzę ją do dzisiejszego dnia współpracując z liderami tej branży z Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Poza działalnością ściśle zawodową, angażowałem się w aktywność społeczną. Byłem przewodniczącym Solidarności w swoim instytucie w roku 1981. Nigdy nie należałem do żadnej partii.

Odbyłem szkolenie wojskowe ukończone w stopniu podporucznika rezerwy.

Jestem harcmistrzem ZHP i przodownikiem turystyki pieszej PTTK.

Żona jest absolwentką Akademii Teologii Katolickiej a syn pracuje w Orange Labs jako główny specjalista.

Strona korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Pliki cookies (ciasteczka) to dane informatyczne - pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniu użytkownika. Używane są w celu dostosowania wyglądu strony internetowej do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych. Statystyki te umożliwiają polepszanie struktury i zawartości stron www.


  Na naszej stronie stosowane są dwa rodzaje plików cookies - sesyjne oraz stałe. Sesyjne są plikami tymczasowymi, które pozostają w urządzeniu użytkownika, aż do wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). Stałe pliki pozostają w urządzeniu użytkownika przez czas określony w parametrach pliku albo do momentu ich ręcznego usunięcia przez użytkownika.


  Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych domyślnie dopuszcza umieszczanie plików cookies w urządzeniu użytkownika. Możesz zablokować w swojej przeglądarce mozliwość zapisu cookies. Jednak wybór tej opcji automatycznie zablokuje Ci możliwość korzystania z szeregu funkcji na naszej stronie. Nie możemy także zagwarantować, że oferowane na naszej stronie usługi będą działać w zaplanowany sposób i zgodnie z ich przeznaczeniem.


  Więcej informacji na temat blokowania plików typu cookies w Twojej przeglądarce znajdziesz w zakładce "pomoc" przeglądarki.