AirDuctors.net

 
Smaller Default Larger

Na naszym lokalnym podwórku i na wielkim ogólnopolskim, bieg zdarzeń napawa nas coraz większymi obawami.  Demontowane są mechanizmy, nie tylko świadczące o cywilizacyjnym statusie, ale także takie, które zabezpieczają przed patologiami.

Jest ciągle wielu ludzi, którym się to podoba. Jednym ze względu na benefity, innym z powodu nagromadzonych niechęci do wszystkiego co było wcześniej.

Jak przekonać

do wartości, które są abstrakcyjne, nienamacalne i nie przynoszą satysfakcji z odbierania władzy tym, których się tak nie lubiło?

Mimo wytężania sił, czytania mądrych tekstów, muszę przyznać, że

nie wiem.

I gdybym był Sokratesem, może przyniosłoby to mi sławę. Ale nie jestem.

Zadam więc sobie mniej ambitne pytanie.

 Co robić?

Też ktoś na tym pytaniu zrobił karierę, ale nie idźmy tą drogą.

Co robić, by pozyskać przychylność inaczej myślących? Co powinni robić nasi kandydaci, którzy za chwilę będą się ubiegali o głosy w samorządowych wyborach?

A gdybyśmy spróbowali tak:

  • Nie walczyć z przeciwnikiem, bo walczy się wtedy z jego zwolennikami, lecz być od niego lepszym w czymś, co jest dla ludzi ważne.
  • Nie wchodzić w rutynową polityczną młóckę na argumenty, bo zbierze się tylko opinie „wszyscy ci politycy są siebie warci”. Budować raczej alternatywne rozwiązania. Promować je obok i w innej stylistyce, a nie wykrzykiwać w oczy przeciwnikom.
  • No i zawsze sprawdzać jak nasz przekaz działa na przeciwników i niezdecydowanych. Niby to oczywiste ale jakże trudne, przejąć się kimś, kto nie ma tyle rozumu, by myśleć jak my. Nieprawdaż?

Jednym słowem

Zamiast niszczyć ich świat – budować lepszy

Najbardziej podstawowe pytania są najtrudniejsze. Takie są w szczególności pytania o demokrację. Jest wiele mądrych definicji i analiz i nie o wpis do wikipedi mi chodzi, lecz o jeden z aspektów, który dał o sobie ostatnio znać.
Demokracja to zestaw różnych reguł, nieraz całkiem umownych a nawet wątpliwych.

Można powiedzieć, że to swoisty teatr.

Ta gra zastępuje rozwiązania nieparlamentarne, bezpośrednią przemoc, agresję tłumów, szamotaniny i zwykłe bijatyki. To sposób na skanalizowanie oczywistych różnic interesów, poglądów i postaw. Ta nudna i nieraz nieporadna demokracja powoduje, że mimo tych różnic społeczeństwa mogą funkcjonować bez ponoszenia niepotrzebnych strat, co więcej mogą się rozwijać.
Demokracja jak każda umowa, trwa tak długo jak dotrzymują jej ci co się umówili. A stronami umowy są nie tylko politycy ale przede wszystkim obywatele-wyborcy. Są społeczeństwa bardziej nawykłe do stosowania się do tych reguł, i mniej do nich przywiązane. Są czasy, kiedy zaczyna wiać wiatr historii siejąc zwątpienie w te rozwiązania i rodząc pomysły pójścia na skróty. Wśród wykonawców, tego teatru są też partacze, których działalność budzi zniechęcenie. By wiarę w sens demokracji przywrócić, niektórym społeczeństwom trzeba pokazać wręcz namacalnie, jaka jest alternatywa.
I tak jak w ekosystemach , by odmłodzić las,

co jakiś czas przychodzi wielki pożar,

który niszczy wszystko do korzeni. Pojawiają się tacy, którzy nie tyle słabo grają swoje role ale wyrzucają do kosza demokratyczny porządek. Taka lekcja uzmysławia zbiorowemu decydentowi, że jednak nudna demokracja czy nawet ciepła woda w kranie, są lepsze niż mordobicie.
Szkoda tylko, że takie katharsis właśnie nam przypadło w udziale.
Zwycięstwo populisty Trumpa układa się w bardzo znaczący ciąg zdarzeń. Nie jest to sukces, tych którzy mówili, że trzeba więcej dbałości o sprawy najbiedniejszych, także nie tych, którzy chcieli większych możliwości dla wielkiego biznesu. Nie wygrały ani lewicowe ani prawicowe hasła, wygrał populizm. Zjawisko, którego musimy się nauczyć. Zawsze było obecne w polityce, nigdy jednak na taką skalę. Można by rozpisywać się o tym, jak jest groźne i dewastujące świadomość obywatelską. Dla mnie ważniejszym jest pytanie co robić, by wróciło na swoje miejsce – na margines polityki. Z problemu nie wybawią nas dotychczasowe elity polityczne. Ich sposób komunikowania się z masami wyborców zawiódł na całej linii. Potrzebna jest siła, która pracę nad obywatelskimi postawami i wiedzą w tym zakresie uczyni celem swego działania. Nie walkę o władzę lecz walkę o rozumność wyborczą. Takim aktorem są organizacje pozarządowe. Powiedzmy szczerze, nie wszystkie. Nie chodzi o takie, które świadczą administracji usługi outsourcingowe w zakresie kultury, sportu, turystyki i innych działań. Chodzi o te, które stawiają sobie cele dalej idące.
 
Jest dla tych organizacji zła i dobra wiadomość:
nie będzie łatwo ale
będziemy bardziej potrzebni niż kiedykolwiek wcześniej.
W światowej polityce ciągle zdarzają się rzeczy, które mało kto przewidywał. To co nas zaskakuje tym razem, to fakt, że te nieoczekiwane scenariusze realizują się w wielu miejscach i że mają ze sobą coś wspólnego. Najkrócej można to skwitować spostrzeżeniem, że w wielu miejscach dochodzi do zakwestionowania pozycji różnych dotychczasowych elit. A to co pojawia się w ich miejsce, to lokalne wersje populizmu.

Dlaczego tak się dzieje?

Wylano już morze atramentu, by ma to pytanie odpowiedzieć. Wskazywano błędy w programach, nieudane kampanie, nie takie osobowości przywódców itp., itd. Skoro zjawisko jest globalne, to i przyczyn szukałbym na tym poziomie. Moja hipoteza:

demokratyzacja przekazu zabija demokrację.

Ostatnie dekady, to rewolucja w sposobie komunikowania się między ludźmi. Narzędzie jakim jest globalny Internet nie spowodowało wprawdzie , że ludzie komunikują się na masową skalę z całym światem, bo ciągle dzielą ich bariery językowe (coraz słabsze ale działające). Zaczynają jednak komunikować się w podobny sposób, w którym zjawisko pod tytułem media społecznościowe odgrywa niebagatelną rolę.
Jedną z cech tego sposobu porozumiewania się jest bezpośredniość, czyli brak pośrednika jakim wcześniej był dziennikarz, ekspert, pisarz czy inny człowiek, od którego oczekiwało się znajomości rzeczy. Skracając przydługi wywód: ważnym składnikiem dotychczasowych demokracji były elity, za pośrednictwem których kształtował się obraz świata i polityki. Nowe możliwości komunikacyjne pokazały dużej części społeczeństw, że można inaczej, że bez elit da się funkcjonować. Od tego już tylko krok, by powiedzieć tym grupom i wspierającej się na nich konstrukcji świata – nie. Nie oceniam tu win i zasług różnych elit. One po prostu w tym porządku mają swoją rolę do odegrania.

Do czego doprowadzą postępujące sukcesy populistów?

Pewnie do sporej ilości kłopotów, bo populizm nie optymalizuje skuteczności rozwiązywania problemów, tylko oddziaływanie na masy. Co ważne, takie rządy mogą też skutkować czymś pozytywnym - bardzo powszechnym procesem uczenia się. Oto szerokie rzesze obywateli, którzy postanowili nie iść dalej za głosem elit, tylko wziąć sprawy w swoje ręce, przekonają się, że istnieją jakieś nieubłagane prawa ekonomii, czy chociażby arytmetyki. Dowiedzą się wreszcie, że jeśli nie chce się słuchać mądrali, to trzeba samemu choć trochę tej mądrości przyswoić, bo inaczej, to co dotychczas działało, działać przestaje. Taki mechanizm może się nie sprawdzić w Rosji, Turcji czy na Węgrzech, czyli wszędzie tam, gdzie społeczeństwa nie miały szansy zetknąć się z sukcesami tradycyjnej demokracji a tym samym nie rozpoznają nieefektywności populizmu. Wszędzie indziej jest szansa na odrzucenie prostych haseł i niby-rozwiązań i powrót albo pojawienie się nowego modelu demokracji z większym udziałem wyedukowanych mas a mniejszym wąskich elit.
W sumie, przy odpowiedniej porcji cierpliwości – można być optymistą.
Demokratyczne jajko czy kura
 
Wierzę w ruchy miejskie i inne oddolne inicjatywy obywatelskie. Bez aktywnej postawy wobec spraw wykraczających poza własne podwórko i własny interes nie zajdziemy daleko jako społeczeństwo, oddamy je na pastwę populistów i cyników.

Problem ruchów tego typu jest ich liczebność.

Ludzie gotowi zaangażować się, wziąć sprawy w swoje ręce, czy chociażby patrzeć władzy na jej ręce, to niezwykle mały odsetek, ktoś powie, wyjątek od całkiem odmiennej reguły. Ktoś bardziej optymistyczny uzna to za forpocztę zmian, zapowiedź rewolucji mentalnej, która się zbliża.
Niezależnie od dziejowej perspektywy, ruchy te funkcjonują teraz w otoczeniu ludzi inaczej myślących. By ich dla swych idei pozyskać, ruchy miejskie muszą znaleźć argumenty osadzone w tradycyjnym „przedobywatelskim” sposobie rozumowania.

I to waśnie jest rafa, która zagraża niejednej inicjatywie.

Wiele ruchów dryfuje w kierunku wąskiej partykularnej roszczeniowości. Zabrać innym - dać naszym, uciążliwości nie dla nas – tylko dla innych.

I teraz sedno problemu.

Bezpośrednia i całkowicie oddolna demokracja w środowisku niedemokratycznych wartości prowadzi do samounicestwienia demokracji.
To działa na poziomie wyborów parlamentarnych, to ma miejsce w edukacji szkolnej, która za pomocą praw ucznia i innych fantastycznych osiągnięć generuje rzesze „zabójców demokracji”.

Jaki wniosek? Tyle słuszny, co trudny do zastosowania:

Nasze edukacyjne oddziaływanie musi wyprzedzać uruchomienie wszystkich procedur demokratycznych.
Nie mam pojęcia jak to zrobić, by na takich postulatach nie wjechały na nasze głowy zastępy jawnych autokratów, ale liderzy ruchów miejskich jakoś to wyczuwają.
Bo przecież te ruchy, wprawdzie powoli, ale budują nasze społeczeństwo przyszłości.

Co ma piernik do wiatraka, co BREXIT do Łomianek i kilku innych miejsc na naszym globie?

Wedle zgodnej opinii komentatorów decyzja Brytyjczyków, to triumf irracjonalności nad pozbawioną emocji kalkulacją zysków i strat. Wielu przekonywało Brytyjczyków, że czas podnieść się z kolan, że Brytania jest wielka, że skoro nie wszystko się układaje, to pewnie winni są obcy a już na pewno  struktury leżących gdzieś daleko. Takie teksty łatwo się sprzedaje. Rozhuśtać łódź ludzkich emocji nie jest trudno. Poprowadzić ją dalej do sensownego celu, to już znacznie trudniejsza sztuka.

Na totalnej negacji dotychczasowego porządku a praktycznie na hejcie sączonym w głowy obywateli wyjechała do władzy nie jedna ekipa na wielonarodowym, krajowym i naszym lokalnym podwórku. Abstrahuję tu od faktu, że poprzednicy swymi działaniami bardzo pomogli w wylansowaniu się nie jednemu zbawcy narodu.

Czy więc skazani jesteśmy na rządy irracjonalności? A kłamstwa, zwane obietnicami wyborczymi, nie będą poddawane racjonalnemu osądowi, lecz kupowane jak bajki dla dzieci?

Odpowiedź brzmi: będziemy oszukiwani tak długo, jak długo będziemy się dawali oszukiwać. I będzie to dotyczyć nie jakiś elit, awangard czy innej świadomej części narodu, lecz przeważającej części mieszkańców tego czy innego skrawka świata.

Jest więc wielka robota do wykonania. Nie zrobią tego politycy ani nadzorowane przez nich systemy edukacyjne, nie zrobi biznes ani biurokracja, bo im wszystkim całkiem z tym dobrze. Nieświadomy, bezkrytyczny obywatel, to gwarancja, że można nadal grać w tę grę.

Społeczeństwo obywatelskie, to nie zachcianka wymyślona przez intelektualistów, to antidotum i rozpaczliwie potrzebny ratunek dla społeczeństw, które zaczynają zmierzać w bardzo niebezpieczną stronę. Paradoks polega na tym, że to społeczeństwo, ten sposób myślenia musi zbudować się sam. Wątłe struktury społeczeństwa obywatelskiego muszą zbudować to społeczeństwo w masowej skali. Innej drogi nie widać.

O mnie

Ukończyłem na Uniwersytecie Warszawskim socjologię w specjalności socjologii organizacji.

Pierwszym moim miejscem pracy był Instytut Organizacji i Kierowania.

Po jego rozwiązaniu przez pięć lat wykładałem socjologię organizacji na Politechnice Warszawskiej.

Następnie odbyłem dwuletnie studia podyplomowe i roczną praktykę badawczą w wiedeńskim Institut für Höhere Studien w zakresie socjologii organizacji i metod matematycznych.

Po powrocie do kraju pracowałem w Instytucie Kultury i Instytucie Studiów Politycznych.

Następnie, po wygranym konkursie, objąłem stanowisko dyrektora Biura Reklamy TVP. Wówczas była to wyodrębniona jednostka organizacyjna posiadająca własny budżet i służby funkcjonalne. W ciągu sześciu lat kierowania nią, z prostego biura posiadającego kilka małych komputerów, przekształcona została w jedno z przodujących w Europie biur sprzedaży. Posiadała system komputerowy oparty na najnowszych osiągnięciach zagranicznych. Wdrożono zarządzanie przez cele i zarządzanie procesami, autorski system ocen pracowniczych oraz innowacyjne metody sprzedaży. Biuro zatrudniało 70 osób a obroty wynosiły pół miliarda złotych rocznie.

W tym czasie uczestniczyłem w pracach międzynarodowej organizacji European Group of Television Advertising z siedzibą w Brukseli, by w końcowym okresie stać się członkiem jej zarządu.

Następnie zostałem zaangażowany przez jeden z największych koncernów medialnych WPP z zadaniem zorganizowania i poprowadzenia polskiego oddziału agencji reklamowej Mindshare.

Kolejnym wyzwaniem była prezesura Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce. W owym czasie była to najważniejsza organizacja reprezentująca interesy mediów, agencji reklamowych i reklamodawców. Rola Stowarzyszenia polegała na utrzymywaniu kontaktu z przedstawicielami rządu i parlamentu oraz komentowanie w mediach zagadnień związanych z reklamą.

Równolegle utworzyłem własną firmę Instytut Mediów zajmującą się audytem mediowym i doradztwem. Prowadzę ją do dzisiejszego dnia współpracując z liderami tej branży z Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Poza działalnością ściśle zawodową, angażowałem się w aktywność społeczną. Byłem przewodniczącym Solidarności w swoim instytucie w roku 1981. Nigdy nie należałem do żadnej partii.

Odbyłem szkolenie wojskowe ukończone w stopniu podporucznika rezerwy.

Jestem harcmistrzem ZHP i przodownikiem turystyki pieszej PTTK.

Żona jest absolwentką Akademii Teologii Katolickiej a syn pracuje w Orange Labs jako główny specjalista.

Strona korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Pliki cookies (ciasteczka) to dane informatyczne - pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniu użytkownika. Używane są w celu dostosowania wyglądu strony internetowej do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych. Statystyki te umożliwiają polepszanie struktury i zawartości stron www.


  Na naszej stronie stosowane są dwa rodzaje plików cookies - sesyjne oraz stałe. Sesyjne są plikami tymczasowymi, które pozostają w urządzeniu użytkownika, aż do wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). Stałe pliki pozostają w urządzeniu użytkownika przez czas określony w parametrach pliku albo do momentu ich ręcznego usunięcia przez użytkownika.


  Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych domyślnie dopuszcza umieszczanie plików cookies w urządzeniu użytkownika. Możesz zablokować w swojej przeglądarce mozliwość zapisu cookies. Jednak wybór tej opcji automatycznie zablokuje Ci możliwość korzystania z szeregu funkcji na naszej stronie. Nie możemy także zagwarantować, że oferowane na naszej stronie usługi będą działać w zaplanowany sposób i zgodnie z ich przeznaczeniem.


  Więcej informacji na temat blokowania plików typu cookies w Twojej przeglądarce znajdziesz w zakładce "pomoc" przeglądarki.