AirDuctors.net

 
Smaller Default Larger
Hej! Zaczekajcie chwilę.
 
Wiem, że właśnie biegniecie załatwiać coś, co nie może czekać. Ale trzeba się kiedyś zatrzymać i pogadać o sensie tego co robimy.

Spędziłem w Toruniu dzień

w towarzystwie wspaniałych ludzi, aktywnych, zapracowanych i zadowolonych z tego, co robią dla innych. To było zebranie założycielskie federacji Kongres Ruchów Miejskich. Po pracowitym dniu ten żywiołowy ruch rozpoczął proces przeistaczania się w strukturę organizacyjną. Powodem takiej decyzji jest zamiar stworzenia narzędzia dla skuteczniejszego rozgrywania relacji ze światem zewnętrznym, z naszymi partnerami, konkurentami, rywalami a także wrogami. Cel zbożny i niekwestionowalny.

Konsekwencji jest jednak więcej.

Obok pragmatycznej skuteczności pojawi się usztywnienie reguł, hierarchia organizacyjna, wewnątrzorganizacyjne gry interesów i wiele innych rzeczy, które niesie ze sobą każde zorganizowanie.

Trzymam kciuki

za władze naszego ruchu by potrafiły minimalizować to, co jest przeżytkiem XIX-wiecznej spuścizny tradycji organizacyjnej, by zachowały otwartość struktur i zdolność do adaptowania się do niespodziewanych nawet okoliczności, byśmy potrafili być nadal tak samo różnorodni i jeszcze bardziej kreatywni.

Nade wszystko jednak zależy mi na jednej rzeczy.

Na tym, by zrobić wysiłek na rzecz poszerzenia naszego grona. Jest zbyt wiele miast, w których nie ma nic, co możnaby nazwać jakąkolwiek partycypacją, w których nie narodził się nawet skromy ruch miejski a zalążki obywatelskiego myślenia zabijane są z całą bezwzględnością, jaką dysponuje wadza. Nie ma w tej sprawie łatwych rozwiązań, ubywa też chyba sojuszników ale
kto postawi na nogi ten naród, jak nie my – ludzie którym chce się coś zrobić dla innych?

Truizm Altruizm

Społecznik to altruista, nieprawdaż? Tak się przynajmniej wydaje, bo inaczej po co by to wszystko robił?

Ale taki samotny Mohikanin, taki wolny aktywistyczny elektron, to z punktu widzenia budowy społeczeństwa obywatelskiego, osiągnięcie mizerne. Raczej bliżej klęski, niż sukcesu.

Aktywna społeczność mieszkańców czy połączona innym spoiwem grupa, która czegoś chce dokonać, to dopiero jest coś. To nadzieja aktywnego i obywatelskiego jutra.

A jak tu z altruizmem?

Przyglądam się takim grupom, wytężam zmysły i to co wysuwa się na plan pierwszy, to wspólnota interesów. Obrona przed zagrożeniem ze strony dewelopera, protest, bo władza coś odbiera, albo nie daje a powinna, chęć wypromowania albo wręcz sprzedania artystycznych dokonań grupy itp., itd.

Nie jestem cynikiem.

To wszystko służy jakimś wartościom, często zbożnym celom. Ale jak by nie patrzeć, bez wspólnego egoizmu rzeczy raczej się nie kleją.

Magia aktywności społecznej polega jednak na tym, że gdzieś w przestrzeni musi zderzyć się ze sobą żywioł

egoizmu z pierwiastkiem altruistycznym,

który ten ruch poprowadzi i nada mu rys szlachetności. Inaczej inicjatywa zdryfuje w stronę awanturnictwa albo, co gorsza, w  politykę.

Ze względu na tę „dialektykę” altruizmu i egoizmu prawdziwe ruchy społeczne bardzo rzadko są całkowicie demokratyczne.

Z tego samego powodu, gdy owego Ing i Jang nie uda się posklejać, los liderów grupy często kończy się osamotnieniem, chyba że… egoistyczną wspólnotę interesów uda się przekształcić w sieć powiązań i komunikującą się otwartą społeczność.

Luźna sieć łatwiej przetrwa transformację od wspólnoty interesów do obywatelskiej współodpowiedzialności, niż na siłę podtrzymywana hierarchiczna struktura organizacyjna.

Watchdog nie wierzy w demokrację? 

Przejrzałem poprzednie teksty z cyklu Organizacje jutra. W każdym jest o strukturach i formalizacji. Może czas napisać o czymś innym.
Byłem na spotkaniu watchdogów. Fantastyczni ludzie, świetna prezentacja, brawo Alina Czyżewska! Działający tam ludzie są dobrze zorientowani w prawie samorządowym i w wielu innych przepisach , wiedzą gdzie i czego szukać, potrafią wygrywać w sądach ze zbrojnymi w kancelarie prawne władzami. Są po prostu doskonale przygotowani. Gdy zestawi się ich obraz z miernotami zasiadającymi w radach miejskich lub gminnych nie mówiąc o samorządzie sołeckim czy osiedlowym, to każdemu musi nasunąć się pytanie:

Dlaczego to nie oni rządzą?

Dlaczego społecznicy i pasjonaci budowania społeczeństwa obywatelskiego nie tworzą rad miejskich i gminnych?
Być może ludzie by ich nie wybrali. (Ludzie ostatnio różne dziwne rzeczy wybierają.) Ale jest też inna ważna bariera. Otóż ci wspaniali ludzie bardzo często uważają, że polityka, także ta lokalna, nie jest dla nich. Część z nich powiedziałaby nawet, że polityka jest brudna i szybko brudzi tych, którzy do niej się włączą.

I to mnie załamuje.

Powiecie, że to nienajlepszy czas by wyznawać wiarę w demokrację. Może. Piszę wszak o organizacjach jutra więc może na to jutro trochę przyjdzie poczekać. Kiedy by to nie nastąpiło, to przełamanie stereotypu polityki jako czegoś, co nie jest dla porządnych ludzi, jest konieczne.

Takie wyobrażenie skazuje demokrację na porażkę.

Robota robiona przez watchdogi jest i zawsze będzie, potrzebna ale jeszcze bardziej potrzebujemy mądrej władzy przedstawicielskiej. Jest nie fair wobec nas obywateli, powstrzymywanie się przed udziałem w tych gremiach.

Oczywiście watchdogi wierzą w demokrację ale warto też ją robić a nie tylko recenzować.

Waga struktury i ciężar struktury

 
Poszedłem na lokalne spotkanie Nowoczesnej. Wśród jego uczestników rozpoznałem ludzi, którym zdarzyło się kandydować z komitetów o jakże odmiennym podejściu do demokracji niż dziś wygłaszane teksty. Cóż, tak bywa ze strukturami. Jeśli organizacja jest na fali wznoszącej, garną się do niej różni ludzie.
Mówi się, że struktury są silną bronią i atutem partii politycznych i innych organizacji.

Czyżby?

Co zdarzyło się od ostatnich wyborów? Jakie partie pną się w sondażach i deklasują rywali? Czy nie jest to Nowoczesna prawie pozbawiona struktur i zadziwiająco mocno trzymający się Kukiz? Co w ostatnich wyborach dały rozbudowane struktury SLD czy PSL?
Z pewnością tak kiedyś było, że rząd dusz zdobywało się przez terenowe struktury. Ale dziś mobilizować zwolenników można całkiem inaczej. Rozmowa przy płocie wysłannika „struktury” jest świetna ale po pierwsze, te struktury dawno tego już nie robią a po drugie posiadanie tej armii zaciężnej to także obciążenia.

Jakie tam znowu obciążenia?

Bardzo poważne. To ich istnienie powoduje, że zwycięska partia nie obsadza stanowisk najlepszymi ludźmi, tylko zasłużonymi ze swojego zaplecza. To jedne struktury walczą o prymat z innymi, tworzą sieć powiązań a po chwili to już tylko koterie i spółdzielnie.

Ale tu chodzi o demokrację wewnątrzorganizacyjną!

No nie koniecznie. Są organizacje, w których struktura służy wyłącznie do dyscyplinowania i ruchy bez struktury generujące masę oddolnej spontanicznej aktywności.

I dochodzę wreszcie do prowokacyjnej jak zwykle konkluzji.

Struktury w każdej organizacji są w dużym stopniu obciążeniem. Zwłaszcza w organizacjach, które są najbardziej potrzebne, czyli w takich które budują świadomość obywatelską. Ich zadania są w charakterze podobne do celów partii politycznej lecz w treści daleko poważniejsze. Nie budują bowiem poparcia dla tych czy innych polityków lecz dla zasad, standardów i idei.
Otóż takim organizacjom struktury w tradycyjnym sensie na niewiele się zdają. Tu najważniejsi są zwolennicy, fani czy entuzjaści i ich spontanicznie kształtujące się grupy.

Hierarchiczne struktury to XIX wiek , XXI wiek to sieci, społeczności i k o m u n i k a c j a.

Mikro czy makro?

 
Przygotowywaliśmy spotkanie osiedlowe. Banał, nic nadzwyczajnego. Są zawsze tacy, co robią większość roboty, tak już mają. Ale jakieś drobne rzeczy przygotowały osoby ogólnie niezbyt aktywne. Ktoś powie – tylko z nimi kłopot, sam bym zrobił i byłoby mniej zachodu.
To prozaiczne zdarzenie nasuwa ogólniejsze pytanie:

Po co komu organizacje pozarządowe?

No przecież nie po to by zaoszczędzić na kosztach organizacji imprez robionych przez społeczników. Nie po to by zapełnić czas tym, którzy go mają za dużo.
Tu chodzi o coś wielokrotnie ważniejszego, o zmianę w głowach większości ludzi wspólnie z nami mieszkających.

O jaką zmianę?

Ogólnie to wiadomo ale warto przypomnieć. Chodzi o zwalczenie wirusa poddaństwa, który gdzieś tam plącze się w genotypach, chodzi o przezwyciężenie homo sovieticusa, który każe traktować władzę jak okupanta a sąsiada jak cwaniaka w kolejce po papier toaletowy.

A jakie mamy na to lekarstwo?

A no właśnie, nie wielkie korporacje NGO, nie zaharowani do upadłego działacze osiedlowi tylko panie, które uda się namówić by upiekły ciasto na imprezę albo chłopaki, które rozniosą zaproszenia.
W tym wypadku nie jakość jest priorytetem a ilość. Ta ilość drobnych uczynków przekłada się na masowy efekt, który musimy osiągnąć by nie zapaść się cywilizacyjnie
My, organizacje pozarządowe jesteśmy po to, by mnożyć miko-aktywności a nie koniecznie po to by kreować makro-przedsięwziecia.
O ile działanie organizacji pozarządowych i wspierających je funduszy i grantów nie przekłada się na przekształcanie zbiorowej świadomości, powinno być czym prędzej zastąpione profesjonalnymi usługami społecznymi. Będzie taniej i mniej udawania.

Organizacja i finansowanie trzeciego sektora musi generować mikroaktywności na masową skalę, inaczej zawalimy makro-sprawy.

Zrób to ekstensywnie

Dużo ostatnio testów o społeczeństwie obywatelskim. Wiele dobrych diagnoz i wyjaśnień dlaczego nie zadziałało. Coś się zaczyna zmieniać, może za sprawą tego, że jak pisze Marcin Król, „społeczeństwo to dostało kopa w dupę”. Zmiana ta jednak dotyczy aktywności tych, którzy społeczeństwo obywatelskie rozumieją albo przynajmniej intuicyjnie wyczuwają jego potrzebę.

A co z resztą?

Kiedy organizujemy cokolwiek, naszą główną troską często jest pobudzenie do działania „naszych ludzi”. A co dzieje się z dziesiątkami gapiów, którzy się nam przypatrują? Często na ich twarzach wcale nie maluje się aprobata, nieraz mamy wrażenie, że patrzą na nas bezmyślnym wzrokiem. Ale chcemy, czy nie, to oni koniec końców zdecydują, czy będziemy mieli tu nad Wisłą organizacje jutra, czy tylko zorganizowane oddziały wspierania rządu a z drugiej strony pozarządową partyzantkę.

Dzisiejsze organizacje

… to zbyt często zamknięte kręgi sympatycznych ludzi połączonych jakąś pasją. To jest bardzo potrzebne ale dalece niewystarczające. Czy nie jest przypadkiem tak, że im lepiej jesteśmy w naszej organizacji zintegrowani, im bardziej jesteśmy wyraziści i wierni swoim ideałom i fascynacjom, tym bardziej odjeżdżamy z pola widzenia przeciętnego mieszkańca?

Spróbujmy

… rozluźnić więzy łączących nas relacji, zrobić trochę przestrzeni, nie oczekiwać deklaracji na śmierć i życie, pokazać, że zasadą a nie patologią jest, że ktoś wpada tylko raz a kto inny tylko kliknie w Internecie.

Zwarte szeregi są dobre na wojnie

… a nieostre, rozmyte struktury dużo lepiej infiltrują otoczenie.
Trzeba przestawić celowniki. Obrócić je bardziej na zewnątrz. Za każdym razem zadawać sobie pytanie, ile ludzi nieuczestniczących w naszych działaniach pomyślało: „może jednak mają rację”.

Zamieńmy intensywność działań na ekstensywną uprawę ludzkich umysłów, inaczej wszystko będzie zaorane.

O mnie

Ukończyłem na Uniwersytecie Warszawskim socjologię w specjalności socjologii organizacji.

Pierwszym moim miejscem pracy był Instytut Organizacji i Kierowania.

Po jego rozwiązaniu przez pięć lat wykładałem socjologię organizacji na Politechnice Warszawskiej.

Następnie odbyłem dwuletnie studia podyplomowe i roczną praktykę badawczą w wiedeńskim Institut für Höhere Studien w zakresie socjologii organizacji i metod matematycznych.

Po powrocie do kraju pracowałem w Instytucie Kultury i Instytucie Studiów Politycznych.

Następnie, po wygranym konkursie, objąłem stanowisko dyrektora Biura Reklamy TVP. Wówczas była to wyodrębniona jednostka organizacyjna posiadająca własny budżet i służby funkcjonalne. W ciągu sześciu lat kierowania nią, z prostego biura posiadającego kilka małych komputerów, przekształcona została w jedno z przodujących w Europie biur sprzedaży. Posiadała system komputerowy oparty na najnowszych osiągnięciach zagranicznych. Wdrożono zarządzanie przez cele i zarządzanie procesami, autorski system ocen pracowniczych oraz innowacyjne metody sprzedaży. Biuro zatrudniało 70 osób a obroty wynosiły pół miliarda złotych rocznie.

W tym czasie uczestniczyłem w pracach międzynarodowej organizacji European Group of Television Advertising z siedzibą w Brukseli, by w końcowym okresie stać się członkiem jej zarządu.

Następnie zostałem zaangażowany przez jeden z największych koncernów medialnych WPP z zadaniem zorganizowania i poprowadzenia polskiego oddziału agencji reklamowej Mindshare.

Kolejnym wyzwaniem była prezesura Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce. W owym czasie była to najważniejsza organizacja reprezentująca interesy mediów, agencji reklamowych i reklamodawców. Rola Stowarzyszenia polegała na utrzymywaniu kontaktu z przedstawicielami rządu i parlamentu oraz komentowanie w mediach zagadnień związanych z reklamą.

Równolegle utworzyłem własną firmę Instytut Mediów zajmującą się audytem mediowym i doradztwem. Prowadzę ją do dzisiejszego dnia współpracując z liderami tej branży z Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Poza działalnością ściśle zawodową, angażowałem się w aktywność społeczną. Byłem przewodniczącym Solidarności w swoim instytucie w roku 1981. Nigdy nie należałem do żadnej partii.

Odbyłem szkolenie wojskowe ukończone w stopniu podporucznika rezerwy.

Jestem harcmistrzem ZHP i przodownikiem turystyki pieszej PTTK.

Żona jest absolwentką Akademii Teologii Katolickiej a syn pracuje w Orange Labs jako główny specjalista.

Strona korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Pliki cookies (ciasteczka) to dane informatyczne - pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniu użytkownika. Używane są w celu dostosowania wyglądu strony internetowej do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych. Statystyki te umożliwiają polepszanie struktury i zawartości stron www.


  Na naszej stronie stosowane są dwa rodzaje plików cookies - sesyjne oraz stałe. Sesyjne są plikami tymczasowymi, które pozostają w urządzeniu użytkownika, aż do wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). Stałe pliki pozostają w urządzeniu użytkownika przez czas określony w parametrach pliku albo do momentu ich ręcznego usunięcia przez użytkownika.


  Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych domyślnie dopuszcza umieszczanie plików cookies w urządzeniu użytkownika. Możesz zablokować w swojej przeglądarce mozliwość zapisu cookies. Jednak wybór tej opcji automatycznie zablokuje Ci możliwość korzystania z szeregu funkcji na naszej stronie. Nie możemy także zagwarantować, że oferowane na naszej stronie usługi będą działać w zaplanowany sposób i zgodnie z ich przeznaczeniem.


  Więcej informacji na temat blokowania plików typu cookies w Twojej przeglądarce znajdziesz w zakładce "pomoc" przeglądarki.