AirDuctors.net

 
Smaller Default Larger

 czyli antyporadnik NGO

motto: Zrób wszystko odwrotnie niż ci radzą a jeśli masz power to osiągniesz sukces.
Mniej hierarchicznie, bardziej spontanicznie, pomysłowo i długofalowo – z tym wszyscy się zgadzają. Pytanie, jak we współczesnym dynamicznym świecie prowadzić organizację i nie gubić z niej co chwilę czegoś, nie jest już tak banalne i nie wystarczy na nie odpowiedzieć jak wyżej.
Dużo do myślenia dał mi artykuł Piotra Frączaka (http://www.cal.org.pl/wp.../uploads/2015/02/AZP_1_2015.pdf). Zawarta w nim jest m.i. argumentacja na rzecz użyteczności formalnych struktur i procedur rejestracyjnych. Dają one organizacji trwałość, bo usztywniają wewnętrzne zasady. Nie pozostawiają jej na łasce spontaniczności i motywacji przywódców. Zapewniają sukcesję, ułatwiają rozwiązywanie wewnętrznych różnic zdań kreując reguły podporządkowania się większości.

Zgoda, to wszystko prawda.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że to ciągle dotyczy tworów, które nie są nam niezbędnie potrzebne. No dobra, nie zawsze i nie wszędzie. Mnie nieustannie interesuje aktywność elementarna, na najniższym możliwym poziomie i taka, którą można by zarazić przeciętnego człowieka. Otóż dla takiej aktywności organizacja może być, ale nie musi.
Na zadane na wstępie pytanie odpowiedziałbym pytaniem:
A nie lepiej gubić to co nieistotne by pozostawało tylko to co naprawdę ważne?

Pojadę trochę po bandzie.

A może ideałem jest luźna galaktyka jednostek, z których każdy czuje się liderem. Gdzie nikt nikogo nie przegłosowuje by zapewnić trwałość struktur. Gdzie wyrocznią nie jest gdzieś zarejestrowany statut a powaga organizacji nie wynika z wydrukowanego na papierze firmowym numeru KRS. Sposób zorganizowania wyznaczany jest autorytetem spontanicznych liderów, ich kadencja trwa tak długo jak ich charyzma, ilość ludzi gotowych podporządkować się ich pomysłom jest wprost proporcjonalna do ich zdolności przywódczych a nie do rejestru członków .
Powiecie, to jest niepraktyczne, takie aktywności znikają jak poranna rosa.
Oczywiście, najczęściej tak, ale nie to jest najważniejsze by trwały.

I tu dochodzę do sedna .

Piszę tu o dziwnym świecie. Świecie wolnych, swobodnych, nastawionych prospołecznie i pełnych chęci działania jednostek. Takich, które zakończywszy jedną aktywność wpadają w wir kolejnej. Tylko w takim środowisku, to co piszę ma sens.
Takiego świata nie ma... ale istnieją takie jednostki, jest ich coraz więcej i dla nich warto myśleć o organizacjach jutra. Warto nie zanudzić ich dziewiętnastowiecznymi procedurami i formalnościami bo one służą bardziej organizacjom, niż aktywnościom. A przecież:

Jest dużo organizacji bez aktywności i dużo aktywności bez organizacji.

Oto moje trzy grosze w interesującej wymianie myśli zainicjowanej przez Wiesław Bełz w Kongresie Organizacji Pozarządowych Województwa Śląskiego

Uwaga! Będę prowokował.

Organizacje społeczne, które tworzymy lub w których działamy, to muzeum, przeżytek, efekt przedinternetowego, pozbawionego nowoczesnych sposobów komunikacji myślenia. Te przedsięwzięcia obarczone są dziewiętnastowiecznym schematem papierowej dokumentacji, hierarchicznej i statutowo usztywnionej struktury organizacyjnej. Każą nam organizować się w nieprzystających do potrzeb ramach.

Czy można inaczej?

Tak, można. I robimy to często mimo tkwienia w starych schematach. Warto sobie uświadomić, że te nietypowe lub pozastatutowe rozwiązania coraz częściej są istotą naszej działalności. Tworzymy struktury organizacyjne jutra, użyteczne i niezbędne już dziś.

O jakie rozwiązania chodzi?

Najbardziej charakterystyczną cechą tych struktur jest zmienność, nieciągłość, elastyczność w dostosowywaniu organizacji do zmieniających się okoliczności. Zbiorowe społeczne przedsięwzięcia (bo przecież nie koniecznie organizacje) powstają najczęściej spontanicznie, tworzą wewnętrzną strukturę powiązań i komunikacji (bo przecież nie koniecznie władzy) i niejednokrotnie równie szybko znikają lub przekształcają się w coś całkiem innego.

Ubolewamy nad zanikiem aktywności...

a to przecież najnormalniejszy stan dynamicznych, nieskrępowanych sztucznymi formalizacjami działań społecznych. Ludzie przenoszą swoją aktywność z jednego pola na drugie, bo co innego staje się dla nich ważne czy atrakcyjne. Tkwienie w organizacji bo kiedyś się zapisałem, wykonywanie obowiązków członkowskich, uczestniczenie w walnych zgromadzeniach... kogo coś takiego kręci? Są dziesiątki zaproszeń, które codziennie można znaleźć w sieci i gdzie indziej. Możesz robić te wszystkie fajne rzeczy a następnego dnia zacząć coś kompletnie innego. Kto ci zabroni? Jesteś wolnym aktywnym człowiekiem i na tym polega twoja aktywność, że nie musisz tkwić w jakiejś zakonserwowanej strukturze.

Skorupa to nie sedno

Oczywiście, że minimum formalizacji jest niezbędne do kontaktowania się z zewnętrznym światem. Niestety otoczenie instytucjonalne jest nie tylko sformalizowane ale i zbiurokratyzowane. Musimy więc wytworzyć interfejs, który zapewni nam korzystne relacje z tym światem. Ale błagam, nie traktujmy tej zewnętrznej skorupy jako istoty naszego działania. KRS, REGON, NIP nawet statut - to wszystko jest nasz trybut na rzecz zewnętrznego biurokratycznego porządku.

Co jest więc istotą?

No właśnie. Nie zobowiązania członkowskie, nie deklaracje, nie zapisana w statucie misja stanowi napęd aktywności naszych ludzi.

Powiem to brutalnie, ten pozytywny ruch generowany jest przez atrakcyjność naszych działań. Dla jednych atrakcją będzie okazja do spotkania fajnych ludzi, dla innych zaistnienie jako organizator, dla jeszcze innych obrona przed pojawiającym się zagrożeniem lub szansa na realizację ideałów. To i tylko to jest prawdziwym spoiwem, reszta to tylko mniej lub bardziej użyteczne narzędzia. Sztywne struktury zastępuje sieć wielorakich powiązań i relacji. Zamiast zebrań - Facebook i fora. Zamiast statutowych deklaracji celów - przywództwo i poczucie wspólnoty wartości. No i do tego ogromna ilość komunikacji: internetowej, telefonicznej i każdego rodzaju. Tak funkcjonuje autentyczna aktywność społeczna. Są oczywiście korporacje NGO, które działają dokładnie odwrotnie ale te (po)twory mnie nie interesują.

Przykład

Czteroosobowa grupa nieformalna skupiona wokół spraw zagospodarowania przestrzennego. Niebawem okazuje się, że oprócz urbanistyki są inne fajne rzeczy. Startują spotkania ludzi pozytywnie zakręconych. Przewija się kilkadziesiąt osób. Nadchodzą wybory samorządowe. Grupa przekształca się w komitet wyborczy. Po wyborach powstaje fundacja. Formalnie jest w niej tylko kilka osób. Jej głównym celem jest możliwość uzyskiwania dofinansowań. Nieustannie podejmowane są różne działania. Dokładnie nie wiadomo czy organizuje je fundacja czy powstałe wcześniej stowarzyszenie zwykłe, czy też grupa nieformalna. Spontanicznie ukształtowało się przywództwo, fora komunikacji, sposoby uzgadniania ważnych rzeczy. To wszystko działa, bo się ludziom chce, bo ciągle są tacy, dla których jest to atrakcyjne.

Tyle i tylko tyle. Moja konkluzja: są rzeczy, od których wszystko zależy i rzeczy na których nie musi nam zależeć.

Musi nam zależeć na atrakcyjności a reszta niech będzie tak spontaniczna jak to tylko możliwe

Jedna z gazet przeprowadziła rozmowy z współpracownikami pewnego polityka i taki powstał oto obraz.

Ma pełnię władzy. Napawa się nią. Cieszy go czołganie opozycji. Im bardziej, tym lepiej. Wtedy jest rozluźniony, uśmiechnięty. Bawi się tym. Inny rozmówca wspomina, że sprawia mu przyjemność patrzenie na upadek PO. Teraz są nikim. Są petentami, których jednym zdaniem można zdjąć z mównicy.

Inni mówią też o jego wściekłości. Jest wściekły na znaczną część społeczeństwa. Aż takiego niezadowolenia się nie spodziewał. Tłumaczy to działaniem mediów.

Ten obraz mieszkańcom Łomianek nie jest obcy. Ale żeby aż w warszawskiej prasie go opisywać? 

Tak zwykło się nazywać patologię trzeciego sektora polegającą na skoncentrowaniu uwagi na wygrywaniu konkursów grantowych a nie na rozwiązywaniu jakichkolwiek problemów społecznych. Ale na tym nie kończy się lista problemów świata NGO. Nie wiem czy nie poważniejszy problem dostrzegłem przygotowując zaproszenia na inauguracyjne spotkanie Rady Organizacji Pozarządowych. Większość listy stanowiły organizacje, które są zwykłymi firmami usługowymi sprzedającymi swe usługi samorządowi lokalnemu. Usługi te są niezwykle potrzebne, dotyczą turystyki, edukacji, kultury, sportu, pomocy społecznej itd. Powiecie, jaki w tym problem? Super, że to robią. Zgoda, tylko warto zrobić krok wstecz, spojrzeć z oddali i zapytać po co są organizacje pozarządowe? Czemu miliardy złotych kierowane są na granty dla trzeciego sektora a nie do firm usługowych świadczących społecznie użyteczne usługi?

Mnie się wydaje, że w zamyśle chodziło o budowanie społeczeństwa obywatelskiego, budowanie poczucia wspólnoty, poczucia sprawstwa, tego że trzeba brać sprawy w swoje ręce, że warto poczuć się gospodarzem jakiejś wspólnoty a nie tylko konsumentem usług.

Obawiam się, że świadomość takiego celu jest obecna tylko w preambułach różnych strategii, polityk horyzontalnych, priorytetów sektorowych itd. Dalej nikt już o tym nie pamięta. Profesjonalnego organizatora imprez i szkoleń wszelakich, który zarejestrował się jako fundacja, traktuje się tak samo, jak grupę zapaleńców, która chce zmienić świadomość mieszkańców swego miasta, uczulić ich na coś, spowodować by pomyśleli o innych i sobie jako wspólnocie. Co więcej, ci drudzy zawsze przegrają z profesjonalistą w wyścigu o publiczne pieniądze.

Chciałbym żeby ci zapaleńcy zdobywali grant za grantem, żeby do takich ludzi płynęły te miliardy a nie do usługodawców. Problem nie jest w nastawieniu na granty. Problem jest w kryteriach stosowanych przy ich podziale. Warto o tym pomyśleć przy dyskusjach o programach współpracy samorządów z NGO.

Opowiem Wam o pewnych wyborach. Zdarzyły się nie tak dawno. Wygrała w nich siła, która na skali populizmu i manipulacji osiągnęła maksimum. Drugie miejsce ze znaczącą ilością głosów uzyskało ugrupowanie nijakie opierające swą pozycję na wspomnieniach z okresu sprawowania władzy. Pomińmy na razie trzecie. Na czwartym miejscu z poparciem zbliżonym do 10% wylądowała nowa formacja nie zajmująca stanowiska w sprawach ideologicznych, wywodząca się spoza polityki i opierająca się na ludziach bardziej wykształconych.

A teraz konkurs. Czy chodziło mi o wybory samorządowe w Łomiankach czy wybory parlamentarne 2015?

A może i jedne i drugie?

Na Kongresie Ruchów Miejskich było dużo ludzi. Wśród nich byli też samorządowcy, którzy sprawują władzę. Z ich wypowiedzi, mimo że mają sporo sukcesów, można było wyczytać pewien rodzaj rozczarowania czy zawodu. Mówili mianowicie o bezwładności całej maszyny samorządowej o tym, że nie da się przyjść rano do pracy i zmienić całego miasta. Ba, nieraz nawet trudno jest zmienić drobne zarządzenie. Nie ma wątpliwości, że ci ludzie myślą podobnie jak my i w podobny sposób chcieli by przekształcić rzeczywistość. Ciągle jednak tego nie zrobili albo zrobili lecz tego nie widać. To co mieszkańcy tych miast mogą dostrzec to nowy styl, sposób zachowania. A w tym stylu przede wszystkim brak pewności siebie, przekonania, że przecież wiem lepiej, że nie będzie mnie jakiś szczeniak uczył roboty, którą robię od lat. Rower zamiast limuzyny, rozmowy z ludźmi na ulicy zamiast przyciemnianych szyb w samochodzie, stołówka pracownicza zamiast restauracji. To w sumie tylko drobiazgi ale też ważne sygnały, które świadczą o tym, że i rzeczy wielkie będą robione z takim samym szacunkiem do innych i bez poczucia wyższości wobec nich.
Tak kiedyś będzie nie tylko w tych kilku miastach. Takie widmo krążyn dziś nad Europą, trafi też i do nas, cierpliwości.

O mnie

Ukończyłem na Uniwersytecie Warszawskim socjologię w specjalności socjologii organizacji.

Pierwszym moim miejscem pracy był Instytut Organizacji i Kierowania.

Po jego rozwiązaniu przez pięć lat wykładałem socjologię organizacji na Politechnice Warszawskiej.

Następnie odbyłem dwuletnie studia podyplomowe i roczną praktykę badawczą w wiedeńskim Institut für Höhere Studien w zakresie socjologii organizacji i metod matematycznych.

Po powrocie do kraju pracowałem w Instytucie Kultury i Instytucie Studiów Politycznych.

Następnie, po wygranym konkursie, objąłem stanowisko dyrektora Biura Reklamy TVP. Wówczas była to wyodrębniona jednostka organizacyjna posiadająca własny budżet i służby funkcjonalne. W ciągu sześciu lat kierowania nią, z prostego biura posiadającego kilka małych komputerów, przekształcona została w jedno z przodujących w Europie biur sprzedaży. Posiadała system komputerowy oparty na najnowszych osiągnięciach zagranicznych. Wdrożono zarządzanie przez cele i zarządzanie procesami, autorski system ocen pracowniczych oraz innowacyjne metody sprzedaży. Biuro zatrudniało 70 osób a obroty wynosiły pół miliarda złotych rocznie.

W tym czasie uczestniczyłem w pracach międzynarodowej organizacji European Group of Television Advertising z siedzibą w Brukseli, by w końcowym okresie stać się członkiem jej zarządu.

Następnie zostałem zaangażowany przez jeden z największych koncernów medialnych WPP z zadaniem zorganizowania i poprowadzenia polskiego oddziału agencji reklamowej Mindshare.

Kolejnym wyzwaniem była prezesura Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce. W owym czasie była to najważniejsza organizacja reprezentująca interesy mediów, agencji reklamowych i reklamodawców. Rola Stowarzyszenia polegała na utrzymywaniu kontaktu z przedstawicielami rządu i parlamentu oraz komentowanie w mediach zagadnień związanych z reklamą.

Równolegle utworzyłem własną firmę Instytut Mediów zajmującą się audytem mediowym i doradztwem. Prowadzę ją do dzisiejszego dnia współpracując z liderami tej branży z Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Poza działalnością ściśle zawodową, angażowałem się w aktywność społeczną. Byłem przewodniczącym Solidarności w swoim instytucie w roku 1981. Nigdy nie należałem do żadnej partii.

Odbyłem szkolenie wojskowe ukończone w stopniu podporucznika rezerwy.

Jestem harcmistrzem ZHP i przodownikiem turystyki pieszej PTTK.

Żona jest absolwentką Akademii Teologii Katolickiej a syn pracuje w Orange Labs jako główny specjalista.

Strona korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Pliki cookies (ciasteczka) to dane informatyczne - pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniu użytkownika. Używane są w celu dostosowania wyglądu strony internetowej do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych. Statystyki te umożliwiają polepszanie struktury i zawartości stron www.


  Na naszej stronie stosowane są dwa rodzaje plików cookies - sesyjne oraz stałe. Sesyjne są plikami tymczasowymi, które pozostają w urządzeniu użytkownika, aż do wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). Stałe pliki pozostają w urządzeniu użytkownika przez czas określony w parametrach pliku albo do momentu ich ręcznego usunięcia przez użytkownika.


  Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych domyślnie dopuszcza umieszczanie plików cookies w urządzeniu użytkownika. Możesz zablokować w swojej przeglądarce mozliwość zapisu cookies. Jednak wybór tej opcji automatycznie zablokuje Ci możliwość korzystania z szeregu funkcji na naszej stronie. Nie możemy także zagwarantować, że oferowane na naszej stronie usługi będą działać w zaplanowany sposób i zgodnie z ich przeznaczeniem.


  Więcej informacji na temat blokowania plików typu cookies w Twojej przeglądarce znajdziesz w zakładce "pomoc" przeglądarki.