AirDuctors.net

 
Smaller Default Larger

W tekście o refleksji powyborczej dość bezceremonialnie potraktowaliśmy swego czasu zwolenników Pawła Kukiza. Dlaczego przyszło nam to do głowy? Na ogół staramy się trzymać z dala od partyjnej polityki. No ale w końcu, ruch Kukiza to właśnie nie partia polityczna. Raczej coś w partie polityczne wymierzonego. Czego się więc czepiamy?

Ten ruch, jak się wydaje, jest spontanicznym oddolnym impulsem, który chciałby zmienić rzeczywistość. Moja z nim niezgoda wynika z treści propozycji zgłaszanych podczas kampanii prezydenckiej. Usłyszałem tam, że JOWy i … tyle. Reszta to ogólne wykrzykniki, za którymi może się równie dobrze coś kryć jak i całkiem nic.

A więc JOWy. Spontanicznie fajny pomysł. „Nie będzie mi nikt układał listy, sam wybiorę”. Tylko że ten pomysł grzeszy kompletnym brakiem wiedzy o konsekwencjach takiego rozwiązania. A te konsekwencje prowadzą do zaprzeczenia wyjściowej idei, do zwiększenia dominacji dużych partii politycznych. Nie będę zastępował prof. Markowskiego i robił tu wykładu. Powiem tylko, że sam na własnej skórze odczułem „dobrodziejstwo” JOWów w wyborach do Rady Miejskiej. Dzięki jednomandatowej ordynacji, grupa sprawująca władzę popierana przez 1/3 mieszkańców zdobyła 2/3 mandatów.

Nie obrażajcie się Kukizowcy ale nie jestem w stanie zaakceptować czegokolwiek budowanego na fałszywych przeświadczeniach, żeby nie powiedzieć, na wykorzystywaniu niewiedzy.

Nie nazywają się Achilles czy Agamemnon, mają bardziej potoczne nazwiska ale są dziś bohaterami, źródłem dumy narodowej, bo nie dali się obcym, nie ugięli się. My w Dialogu nie cierpimy populizmu i budowania pozycji na niewiedzy obywateli Dlatego przyjrzyjmy się temu bohaterstwu.

Przed laty pewna grupa ludzi, powiedzmy szczerze, bardzo duża grupa ludzi, napożyczała pieniędzy, przejadła je, część zmarnowała, na dodatek źle się nimi podzieliła. Dziś, ci co pieniądze pożyczyli mówią - hej, musicie zacząć oszczędzać i pieniądze oddać. Odpowiedzialny człowiek powiedziałby - trudno, będzie ciężko ale mam swój honor i pieniądze zwrócę. Ale we współczesnej polityce takie przeżytki jak uczciwość i honor coraz gorzej się sprzedają. Jeśli pojawia się ktoś, kto powie - nie martwcie się, wyrwę dla was więcej kasy - to właśnie on ma spore szanse zostać narodowym bohaterem.

Czy tak jest zawsze, że z uczciwością wygrywa populizm? Tak jest często, ale gdy w uczciwość włoży się dostatecznie dużo pracy, musi przynieść efekty.

Tak spodobał mi się tytuł ostatniego wpisu, że nie mogłem wyjść z podziwu przez trzy miesiące a tymczasem działo się, oj działo.

Gdy spojrzeć na tę serię wydarzeń z dalszej perspektywy, to kształtuje się taki oto obraz.

Władza umacnia się. Jej siła objawia się głównie w tym, że nie musi już liczyć się z nikim. Jest pewna siebie, nie pozwala sobie na okazywanie słabości, jaką w jej mniemaniu byłoby ustąpienie przed presją, czy nawet błaganie mieszkańców.

Jest spora ilość mieszkańców, którym to imponuje. Którzy lubią kogoś takiego mieć nad sobą. Na tym wyrosły wszystkie totalitarne reżymy i ciągle w różnych miejscach wyrastają na nowo. Historia pokazuje, że nie są to rządy, które później dobrze się wspomina. Co więc robić byśmy i my takich wspomnień mieli jak najmniej?

Widzę dwie drogi. Pierwsza, zabiegać by ludzi tak rozumujących było jak najmniej. To długa droga polegająca na budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Jest obiecująca, lubimy to robić ale wiemy, że na krótką metę jest niewystarczająca.

Druga droga naznaczona jest pewnym kapitulanctwem wobec ideałów. Inni powiedzą, że jest to droga realizmu. Każe ona przekonać ludzi lubiących silnego przywódcę, który nie patyczkuje się z opozycją, że ten ich przywódca wcale nie jest taki silny.

Którą iść drogą? Doświadczenie wyborcze uczy: nie jedną drogą, nie każdy osobno ale i nie wszyscy jednakowo. Niby proste ale tylko z pozoru.

Jest nad czym myśleć przy wakacyjnych wywczasach.

Rządzić każdy może, trochę lepiej lub gorzej…

Sprawowanie władzy składa się z sytuacji dających satysfakcję oraz takich, które są dyskomfortowe. Tego się nie uniknie. Składa się ono także z jednej strony z decyzji prostych, rutynowych, dyktowanych przepisami, z drugiej zaś podejmowanych w sytuacji niepewności, o trudnych do przewidzenia konsekwencjach. Decydując się na zarządzanie złożonymi strukturami, trzeba się liczyć z tym, że nie zawsze będzie miło i że nie każda decyzja spowoduje tylko pozytywne skutki.

Prawdziwy test umiejętności zarządzania, to sytuacja, w której nasza decyzja wywoła protesty, niezadowolenie nieraz nawet bunt.

Nie jest prawdą, że bycie mężem stanu polega na każdorazowym wycofywaniu się w takich okolicznościach, ustępowaniu przed oporem.

Prawdziwa klasa polega na umiejętności zmierzenia się z przeciwnościami a często z przeciwnikiem. Na rozważeniu argumentów drugiej strony. Na umiejętności wzniesienia się ponad swoją dumę i obiektywnej ocenie racji.

Człowiek małego formatu, takich rzeczy nie jest w stanie zrobić. Dla niego przyznanie się do błędnej decyzji będzie tak bolesne, że aż niewykonalne. Zrobi wszystko by decyzję utrzymać a opór złamać. Użyć wszelkiej możliwej manipulacji, by przeciwnika zdyskredytować.

Takie metody przynoszą efekty ale tylko do czasu. Nie sposób przewidzieć, kiedy fala społecznego oporu spiętrzy się na tyle by przerwać tamę manipulacji i skrywanej za nią bylejakości.

Cierpliwości.

Jak postępować w sytuacji gdy władzę sprawuje grupa, która nie ma poparcia większości mieszkańców? Pojawiły się apele do wywierania presji na tę władzę poprzez obecność na sesjach i "patrzenie im w oczy" z zamiarem wzbudzenia refleksji i jak rozumiem w oczekiwaniu, że to coś da.

Otóż jestem tu zupełnym pesymistą. To nic nie da. Ta władza nie jest skonstruowana tak by na presję tego typu reagowała. Jest tylko jeden rodzaj nacisku, który zmusza ją do działań, choć niestety najczęściej do działań pozornych - to jest masowa opinia mieszkańców.

Dlatego wielokrotnie większe znaczenie mają artykuły pisane przez niezależnych radnych niż obecność grupy naszych zwolenników na sesji. Musimy skupić wszystkie siły na przekazaniu prawdziwego obrazu zdarzeń mieszkańcom. To jest priorytet. Zmobilizowanie grupki aktywistów, bo przecież nie ściągniemy na sesję zwykłych ludzi, nie przybliża nas ani o centymetr do tego celu.

Analogia sytuacji, w której jesteśmy do czasów PRL jest dla mnie oczywista. Jacek Kuroń i .Antoni Macierewicz nie chodzili patrzeć członkom KC PZPR w oczy, tylko budowali alternatywne instytucje. Nawet jeśli zaczynamy od wspólnego picia herbaty czy innych niepozornych ruchów, to nie mam wątpliwości, to jest kierunek, który prowadzi do prawdziwej zmiany. Sorry, ale nie wierzę w naprawienie obecnej władzy drogą perswazji i rzeczowych argumentów. Naszym zadaniem jest demaskowanie jej a nie naprawianie.

Z pewnego jednak powodu obecność na sesjach ma znaczenie. Ta obecność jest potrzebna naszym radnym, poprawia ich samopoczucie, wzmacnia ich w niełatwej pracy.

Jest potrzebna ludziom aktywnym. Jeśli na sesji mogą się policzyć a być może okazać się nieraz głośniejsi lub liczniejsi niż przeciwnicy.

To nie są błahe argumenty i warto z nich wyciągać wnioski.

Bądźmy jednak świadomi, że obecność grupy aktywistów może powodować złudzenie poparcia społecznego. Myślę, że w dużym stopniu ulegliśmy takiemu złudzeniu przystępując do wyborów.

Przychodźmy na sesje ale nie łudźmy się, że z samego tego faktu coś, poza poprawą samopoczucia, wyniknie.

Bo priorytetem jest praca u podstaw ale nie bez znaczenia jest, że lepiej robić ją z dobrym samopoczuciem niż ze złym.

Od czasu wyborów samorządowych daje się zauważyć apatię i zniechęcenie wśród dotychczas aktywnych mieszkańców Łomianek. Najlepszym tego dowodem jest forum gazeta.pl. Od zawsze miejsce gorących sporów i polemik, teraz odwiedzanej już tylko przez nielicznych. Wydaje się jednak, że okres tej "smuty" powoli ustępuje miejsca aktywności, która przybiera nowe bardziej pozytywistyczne formy. Oto odbyło się w różnych gronach kilka spotkań poświęconych budowaniu oddolnej społecznej aktywności. Niezwykle charakterystyczne było zebranie wyborcze Stowarzyszenia Nasz Łomianki. Do nowych władz weszły osoby nie tak zasłużone jak ustępujący Zarząd ale za to takie, które wykazały się w ostatnim czasie niezwykłą aktywnością. To prawdziwy dynamit inicjatywności i woli działania. Warto też odnotować zwiększoną aktywność Pracowni Łomianki. Dotychczas temu stowarzyszeniu wystarczały dwie imprezy rocznie. Tymczasem od początku roku już było ich kilka. Kto wie, może Dialog miał swój udział w rozsiewaniu tego ducha aktywności.
Łomianki nie załamały się wyborem władz nie mających poparcia myślącej części społeczeństwa. Coraz wyraźniej widać, że ten wstrząs był nam potrzebny byśmy zrozumieli, że bez pracy u podstaw nie można liczyć na sukces.

O mnie

Ukończyłem na Uniwersytecie Warszawskim socjologię w specjalności socjologii organizacji.

Pierwszym moim miejscem pracy był Instytut Organizacji i Kierowania.

Po jego rozwiązaniu przez pięć lat wykładałem socjologię organizacji na Politechnice Warszawskiej.

Następnie odbyłem dwuletnie studia podyplomowe i roczną praktykę badawczą w wiedeńskim Institut für Höhere Studien w zakresie socjologii organizacji i metod matematycznych.

Po powrocie do kraju pracowałem w Instytucie Kultury i Instytucie Studiów Politycznych.

Następnie, po wygranym konkursie, objąłem stanowisko dyrektora Biura Reklamy TVP. Wówczas była to wyodrębniona jednostka organizacyjna posiadająca własny budżet i służby funkcjonalne. W ciągu sześciu lat kierowania nią, z prostego biura posiadającego kilka małych komputerów, przekształcona została w jedno z przodujących w Europie biur sprzedaży. Posiadała system komputerowy oparty na najnowszych osiągnięciach zagranicznych. Wdrożono zarządzanie przez cele i zarządzanie procesami, autorski system ocen pracowniczych oraz innowacyjne metody sprzedaży. Biuro zatrudniało 70 osób a obroty wynosiły pół miliarda złotych rocznie.

W tym czasie uczestniczyłem w pracach międzynarodowej organizacji European Group of Television Advertising z siedzibą w Brukseli, by w końcowym okresie stać się członkiem jej zarządu.

Następnie zostałem zaangażowany przez jeden z największych koncernów medialnych WPP z zadaniem zorganizowania i poprowadzenia polskiego oddziału agencji reklamowej Mindshare.

Kolejnym wyzwaniem była prezesura Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce. W owym czasie była to najważniejsza organizacja reprezentująca interesy mediów, agencji reklamowych i reklamodawców. Rola Stowarzyszenia polegała na utrzymywaniu kontaktu z przedstawicielami rządu i parlamentu oraz komentowanie w mediach zagadnień związanych z reklamą.

Równolegle utworzyłem własną firmę Instytut Mediów zajmującą się audytem mediowym i doradztwem. Prowadzę ją do dzisiejszego dnia współpracując z liderami tej branży z Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Poza działalnością ściśle zawodową, angażowałem się w aktywność społeczną. Byłem przewodniczącym Solidarności w swoim instytucie w roku 1981. Nigdy nie należałem do żadnej partii.

Odbyłem szkolenie wojskowe ukończone w stopniu podporucznika rezerwy.

Jestem harcmistrzem ZHP i przodownikiem turystyki pieszej PTTK.

Żona jest absolwentką Akademii Teologii Katolickiej a syn pracuje w Orange Labs jako główny specjalista.

Strona korzysta z plików cookies zgodnie z polityką prywatności.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Pliki cookies (ciasteczka) to dane informatyczne - pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniu użytkownika. Używane są w celu dostosowania wyglądu strony internetowej do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych. Statystyki te umożliwiają polepszanie struktury i zawartości stron www.


  Na naszej stronie stosowane są dwa rodzaje plików cookies - sesyjne oraz stałe. Sesyjne są plikami tymczasowymi, które pozostają w urządzeniu użytkownika, aż do wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). Stałe pliki pozostają w urządzeniu użytkownika przez czas określony w parametrach pliku albo do momentu ich ręcznego usunięcia przez użytkownika.


  Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych domyślnie dopuszcza umieszczanie plików cookies w urządzeniu użytkownika. Możesz zablokować w swojej przeglądarce mozliwość zapisu cookies. Jednak wybór tej opcji automatycznie zablokuje Ci możliwość korzystania z szeregu funkcji na naszej stronie. Nie możemy także zagwarantować, że oferowane na naszej stronie usługi będą działać w zaplanowany sposób i zgodnie z ich przeznaczeniem.


  Więcej informacji na temat blokowania plików typu cookies w Twojej przeglądarce znajdziesz w zakładce "pomoc" przeglądarki.